17 maja 2015

Nie przyszła góra do Mahometa...

...więc Teatr Kana ze swoim spektaklem Projekt: Matka przyjechał do Gliwic. Na tę radosną okoliczność gorsza połowa Komitetu Dezorganizacyjnego, nie myśląc wiele, wsiadła do samochodu pieszczotliwie zwanego Krową i pocwałowała chłonąć. Podstępnie zwabiając na to widowisko osobistego partnera życiowego. Niech ma.


A było co oglądać. Na przystawkę Kaczka, przy której człowiek pierwej łka ze szczęścia, że w ogóle było mu dane, by za moment zastygnąć we wzruszeniu, gdy aktorka przemawia do nieco enigmatycznej (podówczas) Dyni:
Ile razy cię zawiodę?
Ile razy ty skrzywdzisz mnie świadomie lub nie?
Ile razy będziesz przeze mnie płakać?
Ile razy będę przez ciebie płakać?

Przystawka zaostrza widzowi apetyt. I słusznie, bo wśród dań głównych same sławy internetów. A to Bajka, a to Manufaktura Radości, Frustratka, Pierwsza Żona. Wreszcie Matka Sanepid i Mama Rysiowa. Tu człowiek chichocze, tam kiwa głową ze zrozumieniem, by w końcu milczeć ze współczuciem. Choć gorsza połowa Komitetu Dezorganizacyjnego zna te teksty na pamięć, to w interpretacji Teatru Kana odkryła wiele nowych znaczeń.

Na deser trzy urocze aktorki zostawiły sobie fragment tekstu Agnieszek Najważniejsze, żeby było zdrowe. I wierzcie lub nie, lecz nie tylko mnie, która przecież zna Agę osobiście, zna Justynkę, klucha stanęła w gardle. Bibi, czytającej tekst z kartki, kilka razy głos się załamał, a na widowni zaległa absolutna cisza i trwała, trwała, trwała aż światła zgasły i otulił nas mrok. Dopiero po dłuższej chwili zerwały się brawa, a dziewczynom trudno było zejść ze sceny.
Poruszające przeżycie.

Przy okazji udało mi się uściskać Agę, która również na to przedstawienie przybyła. Miło było ujrzeć jest sympatyczną buzię i ciepłe oczy, ukrywające się za szkłami twarzowych okularków.

Kto spektaklu nie oglądał, niech śledzi stronę Teatru Kana, bo dziewczyny krążą po Polsce, więc może się okazać, że przywiozły Wam Projekt: Matka pod nos. Głupio byłoby nie skorzystać.
A jeśli wybieracie się do Gliwic i chcecie odwiedzić ruiny Teatru Victoria, nie zapomnijcie zabrać ze sobą czegoś ciepłego (i nie mam na myśli piersiówki). Wnętrze jest niebywale klimatyczne, ale po półgodzince człowiek solidnie szczęka zębami. Taka porada praktyczna - w promocji.

3 komentarze:

  1. Super, że byłaś :)))
    Polecam, również polecam, mam nadzieję, że Kana się rozbryka po Polsce:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tos mi, kumo, wieczor radosnym uczynila! Niech ci sie zwroci w kocim dobrobycie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic dodać nic ująć, było pięknie... Ze swojej strony napisze jeszcze tylko, ze choć widziałam spektakl po raz kolejny, mogłabym jeszcze i jeszcze -dziewczyny są po prostu doskonałe! Myślę, ze spokojnie mogę zdeklarować się jako groupies Kany ;) Jeśli tylko będzie okazja pójdę zobaczyć je znowu.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.