24 września 2013

Do poczytania: Równościowe przedszkole DIY

Zapraszam do lektury notki synafii, która bloguje pod adresem synafia.blogspot.com. I przypominam, że jeszcze tylko do końca września możemy pomóc Mikołajowi zarobić kilka groszy za każde odtworzenie filmiku na końcu tej notki. Dziękujemy za każde kliknięcie!

Głośno ostatnio było w internetach o „równościowych przedszkolach”.  Oczywiście, że bardzo chciałabym się w tym temacie jakoś oryginalnie wypowiedzieć - wiadomo, wyrazisty i soczysty pogląd zawsze jest w cenie! Niestetyż nie jestem w stanie wygenerować z siebie żadnego poglądu na ten temat, bo zwyczajnie jestem zbyt leniwa i nie chce mi się zapoznawać z liczącym sobie 62 strony  programem „równościowego przedszkola”, tak jak zrobiła to Chuda (chwała jej za to!).

Przy okazji równościowej dyskusji przypomniały mi się za to moje wakacyjne spostrzeżenia, com je nawet miała spisać, ale - znowu - zbyt jestem leniwa i zapomniałam zwyczajnie. Ale co się odwlecze, to czasami uciecze, a czasami wróci, i tym razem wróciło.

Spostrzeżenia mi się nasunęły po sytuacjach następujących.

Sytuacja 1. Spacer po plaży. Dziobalinda biegnie w morskich falach, Giganna spoczywa w chuście na mej piersi. Od dźwigania Giganny zaczyna mi jednak strzykać tu i ówdzie oraz rozjeżdżać się to i owo, postanawiamy więc z Małżonkiem, że się Giganną wymienimy. Zachustowałam Małżonkowi nasze młodsze dziecię na piersi, a Dziobalinda stanęła jak wryta i krzyczy: Ale przecież mężczyźni nie noszą dzieci!
- Noszą, noszą, czemu mieliby nie nosić? - zapytaliśmy zdziwieni.

Sytuacja 2. Po południu dzieci bawią się za domem, a my z Małżonkiem znaleźliśmy piłkę do koszykówki i zaczęliśmy sobie ćwiczyć rzuty osobiste. A tu znowu Dziobalinda stanęła jak wryta i krzyczy: Ale przecież dziewczyny nie grają w piłkę!
-Grają, grają, czemu miałby nie grać? - zapytaliśmy zdziwieni.

Rozpamiętywaliśmy sobie potem te dwie sytuacje z Małżonkiem przy wieczornym piwie Karmi i zastanawialiśmy się, skąd nasza starsza córka pobrała takie dziwne poglądy. I nagle olśniło nas, że pobrała je znikąd indziej, jak od nas! Nie, żebyśmy takie poglądy wyznawali w rzeczywistości. Po prostu Dziobalinda nigdy wcześniej nie widziała swego ojca chustującego ani swej matki grającej w kosza!

I rzeczywiście, po kilku dniach obserwowania, jak tata chustuje, a mama trenuje rzuty osobiste, Dziobalinda sama zaczęła trenować rzuty osobiste, a na widok pana z dzieckiem w nosidełku rzekła: O proszę, inni panowie też noszą dzieci!

No więc w kwestiach równościowych jedyny pogląd, jaki w swym lenistwie jestem w stanie z siebie wyprodukować, jest taki: jak chcemy dziecka nasze uchronić od stereotypów na temat płci, to może zacznijmy od uważnego przyjrzenia się samym sobie?

2 komentarze:

  1. Tak naprawdę, to nie ma chyba nic gorszego, niż równość na siłę. I właśnie takie "równościowe" przedszkole już na dzień dobry nazwą mnie odpycha. Bo ludzie ze swojej natury nie są równi (i chwała im za to). A potem właśnie od małego dzieciaki idą do przedszkola takiego "się wyrównać" i wychodzą wszystkie takie same, równe... Chyba zaczyna być to straszne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham inteligencje z humorem! Gratuluje wspanialych wpisów.
    Jak szczerze, to szczerze. Dopiero zaczynam, ale .. bedzie zawsze "bez lukru" POzdrawiam serdecznie!
    http://myslipodkluczem.blogspot.com/2013/09/dzien-1-na-wstecznym.html

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.