12 marca 2012

Do poczytania: Zostajesz mamą słodkiej kruszynki, a potem się zaczyna

Dziś notka z bloga moje-waterloo.blog.pl - Asia opisuje jak to jest być matką nastolatki. Polecam serdecznie.

Kiedy myślę o czasach, gdy Potomstwo było słodkim bobaskiem, przypominają mi się wyłącznie miłe chwile. Oczywiście, że byłam też niewyspana, zmęczona i przerażona. Nikt nie daje nam prostych recept na macierzyństwo. Matka rodzi się razem z dzieckiem, jak mawia pewna moja znajoma i jest to wielka życiowa prawda. Każdego dnia odkrywamy nowe, nieznane lądy. Każdego dnia uczymy się najtrudniejszej sztuki świata: jak nie zabić kogoś, kogo kocha się nad życie.

Tak sobie człowiek żyje i żyje, a czas niezauważalnie dokonuje zmian. Pewnego dnia wstajesz, człowieku, i zauważasz, że twój malusi aniołeczek wyrósł na (na pierwszy rzut oka) dorosłą osobę. Sęk w tym, że tylko na pierwszy.

I wtedy się zaczyna.

Druga wielką prawdą życiową jest powiedzenie: małe dzieci, mały kłopot; duże dzieci... No właśnie. Blog to przestrzeń publiczna, więc powiem tylko: duże dzieci... o ja cię...
Bo małe krzywdy, tęsknoty, smutki nie są oczywiście wcale małe czy nieważne. Ale duże... Duże to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia. Jak ci się dziecko (wybrać pasujące): ubabrze, rozwrzeszczy publicznie, posika, rzuci komuś piachem w oczy, wstanie o trzeciej pełne werwy do zabawy to naturalnie JEST problem. Szyty na miarę tego, kto wrzeszczy lub wstaje.
Zupełnie inaczej rzecz ma się, gdy dziecko wraca do domu zalane w pestkę albo, co gorsza, w ogóle nie wraca, nie odpowiada na twoje telefony lub odpowiada obraźliwie i nadal nie wraca.

Osoba, która nie doświadczyla takich atrakcji może naturalnie myśleć, że w porządnych domach takie rzeczy nie mają miejsca. Porozumiewasz się przecież ze swoją kruszyną, dzielisz smutki i radości, przytulasz, nosisz, leczysz i ogólnie rozumiesz. Właściwie to czujesz, że przestrzeń zrozumienia pomiędzy wami jest wypełniona po brzegi. I nie wiesz jeszcze, że już za chwileczke, już za momencik, przestaniesz być dla niej osią wszechświata i staniesz się ostatnią osobą, której chciałoby się coś wytłumaczyć lub powierzyć jakiekolwiek tajemnice. A już na pewno staniesz się kimś, czyje recepty na życie pochodzą z epoki węgla (jak dobrze pójdzie, to brunatnego, a nie kamiennego) i żaden rozsądny nastolatek nie będzie z takiego badziewia korzystał.

Stań przed lustrem, mamo, i zapytaj sama siebie: czy jesteś gotowa na krzyk i rzucanie przedmiotami lub, w wersji przeciwnej, na kompletną olewkę i całkowite milczenie? Czy jesteś gotowa na to, że twoje mądre dziecko, które dotychczas przynosiło do domu świadectwa z paskiem, nagle ze wszystkich (lub prawie wszystkich) przedmiotów będzie miło oceny niedosteteczne? Czy jesteś gotowa na bezsenne noce, które nie wynikają z żywotności twojego skarbeczka, lecz z jego - niezaakceptowanej przez ciebie - nieobecności? Czy wiesz, jak wygląda komisariat policji o pierwszej w nocy? Czy chcesz się dowiedzieć?
I wreszcie... Czy wiesz, co odpowiedzieć na oświadczenie: NO I CO MI ZROBISZ???

Mówię Wam, życie mamy uczy pokory. Wyrozumiałości. Nieoceniania.
Życie mamy uczy, jak wyciagnąć rękę do drugiego człowieka, który jest Wam zupełnie obojętny, a jedynym łącznikiem między Wami jest to, że przeżywa rzeczy, które Wy już przerobiłyście.
Życie mamy pozwala odkrywać w sobie cechy, których istnienia człowiek by się nie spodziewał. Gigantyczne pokłady cierpliwości, umiejętność zmilczenia, kiedy w środku erupcja wulkanu, umiejętność mówienia, kiedy w środku kulisz się w pozycji embrionalnej. Każdego dnia uczymy się najtrudniejszej sztuki świata: jak nie zabić kogoś, kogo kocha się nad życie.

PS Chciałam z tego miejsca podkreślić, że kocham ją nad życie.

3 komentarze:

  1. Matko i córko, aktualnie przeżywam rodzicielskie rozterki z cyklu: co będzie za kilka lat? czy będą chcieli z nami gadać? czy przyjdą opowiedzieć o swoich problemach? Przede mną (jak kurs wypali) "Wrsztaty dla rodziców i wychowawców" - może to mnie uporządkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za kilka lat będzie inaczej, co nie znaczy, że gorzej. Lubiłam moją małą, kilkuletnią córeczkę (jest jednak różnica pomiędzy lubieniem i kochaniem - kochanie przyjmuję jako coś obligatoryjnego, a lubię jeszcze oprócz) i lubię dorosłą pannę. To są dwie zupełnie różne osoby. A jednocześnie... do końca świata będzie to ktoś, kogo będę trzymała na rękach. Nawet, kiedy będzie już miała swoje dzieci. Po prostu ręce mi się wydłużą ;o)))

      Usuń
  2. Na to się nie da przygotować, jak do egzaminu. Myślę o tym już teraz, choć synowie jeszcze na etapie przedszkolnym i niemowlęcym :-) Już teraz u starszego widzę jednak zachowania, które mogą wystąpić z nasileniem w przyszłości...staram się myśleć, że sensem życia matki jest ciągła zmiana i dostosowywanie do swoich dzieci, ale to nie do końca daje pocieszenie :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.