18 stycznia 2012

Do poczytania: W czarnej dupie macierzyństwa

Dziś na naszych stronach debiutuje f_jak_frustratka, autorka poczytnego bloga http://fjakfrustratka.blox.pl.  Prezentujemy jeden z Jej mocniejszych tekstów. Ostro, ale bardzo na temat.

Zabić to mało. Zabić to mało, siebie, ich, jego. Charczą, kaszlą, smarkają na zielono, rzygają. Cały dom zarzygany gorzkimi syropami. Nie chcą pić, nie chcą jeść, nie chcą brać leków. Nie mogą spać. Dzieci są chore, wszystko staje na głowie, sama stajesz na głowie, żeby tylko wyzdrowiały. Pijesz te gorzkie syropy robiąc jednocześnie salto mortale, zobaczcie jakie to dobre, ile mamusia ma siły, po syropku. Mieszasz z zupkami, serkami, sokami. Mieszasz, wylewasz, ścierasz rzygowiny. Podcierasz nosy, tyłki, sama masz już rozstrój żołądka i nie masz czasu porządnie się wysmarkać .

Nocami wyciągasz swoją psią matę i warujesz pod łóżkami. Z miską na rzygi, ze ścierą, z termometrem i strzykawkami do lekarstw, do picia. Marzysz o tym, że rano będzie lepiej. Wiesz, że jesteś głupia. Nigdy nie jest lepiej, zawsze jest gorzej, zadzwonisz po lekarza i wypisze ci skierowanie do szpitala. Albo odwodnione, albo z zapaleniem płuc - w zależności co aktualnie przerabiasz. A wtedy będziesz na drodze krzyżowej macierzyństwa, leżąc pod łóżkiem swojego dziecka w sześcioosobowej sali. Będziesz miała 3 w 1 - ogród oliwny, biczowanie i krzyż Pański, gratis cierpienie matki pod krzyżem. Będziesz w czarnym lesie macierzyństwa, w jego czarnej dupie.

Zrywasz się, wciskasz do zaciśniętych w linijkę ust strzykawkę z lekiem, przytrzymujesz na siłę małe ciałko pod aparaturą do wziewów, poisz naparstkiem śpiewając "sto lat". Na nic to, na nic. Z bezsilności płaczesz, masz ochotę się upić skoczyć z balkonu, zasnąć i się nie obudzić.

Jak mogłaś dać się w to wrobić. I komu?

Oddałabyś wszystkie pieniądze świata. Żeby ktoś wziął cię na ręce, położył do łóżka, zaparzył herbatę, dał gorzkie lekarstwo, przyłożył rękę do czoła i nakazał spać. Oddałabyś wszystkie pieniądze świata, żeby na jedną noc znów stać się dzieckiem i śnić w malignie i patrzeć zamglonymi oczami na zatroskaną twarz własnej matki.

11 komentarzy:

  1. rozumiem, że to konwencja blogu, ale do mnie to nie trafia. Za ostro.

    OdpowiedzUsuń
  2. a gdzie w tym czasie jest ojciec dzieci, hę? często nurtuje mnie to pytanie

    OdpowiedzUsuń
  3. A ojciec pewnie dzielnie kibicuje. Takie emocje to tylko w kobiecie:). Mi ten styl odpowiada. Rzeczowo ,na temat z nutą ostrego naturalizmu:) Słodkie pierdzenie o macierzyństwie mnie nie kręci. Wolę prawdę i tę przekorę Frustratki-ostre słowa ,ale ile w nich miłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. zbikuel, tak sobie myślę, że pomiędzy naturalizmem a słodkim pierdzeniem jest jeszcze kilka odcieni, macierzyństwa i stylu o nim pisania również:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może i ostre, ale niech mi któraś z mam powie, że nigdy, przenigdy nie doświadczyła takiego uczucia...Ja na razie nie przerabiałam aż takich chorób i stanów u dzieci, mogę sobie jedynie wyobrazić, jaka to sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieciny w srodku nocy, lub tez w naglej fizycznej potrzebie , Ojca, Taty, Tatuska zwykle nie wzywaja...Nauczylam sie za to odmian slowa "Mamo" przez niewyobrazalna ilosc przypadkow, o ktorych juz nikt o poranku nie pamieta. Dzieki Ci Frustratko za szczerosc.

    Ta Monika co chciala zaglosowac na FB...i dalej chce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaparzam wirtualna herbatke z rumianku ( z odrobina miodu ),podkladam cieply termofor pod nozki i okladam puszystym kocykiem...Calus w czolko : good night,sleep tight..Dobranoc Frustratko...

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo prawdziwe! dzięki F. za ten wpis, jak nikt inny nie potrafisz nazwać słowami tego co siedzi czasem w głowie. Zbikuel sugeruje różne odcienie macierzyństwa. Ok, racja. To jest właśnie jedna z takich sytuacji - taki odcień właśnie. Taka chwila i takie myśli.
    Cóż, można napisać też - "dziubdziuś mój najdroższy jest chory. Nie spał całą noc, a ja czuwałam przy nim. Oj jak się porzygał. Syropek nie smakuje, co robić?"
    Tylko, że w tym wpisie najważniejsze jest dziecko, a gdzie my jesteśmy... F. pisze świetnie, bo pisze o matkach, o tym co czasem siedzi w ich głowach, a rzadko która potrafi to zwerbalizować bez strachu o tak zwaną matczyną reputację.
    Tak czy siak - Frustratko - głos oddany, kocham Cięęęęęę!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzam. Te mniej "kolorowe" strony macierzyństwa często się ignoruje publicznie.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.