17 stycznia 2012

Do poczytania: przygody Kasi i czteroletniej Tosi

W cyklu Do poczytania zapraszamy do lektury zapisków Kasi, Autorki antologii występującej pod pseudonimem kg.

Radykalna czterolatka

Z czteroletnią Tosią nie ma żartów.
Nie ma taryfy ulgowej, gdy ktoś - lub coś - jej podpadnie.
"Jesteś niedoblą mamą" - słyszę, gdy się na coś nie zgadzam - "Ja bym Cię juz nie chciała nigdy widzieć!"
"Jesteś niedoblym Tomkiem!" - mówi do brata, gdy ten, ledwo żywy ze szczęścia, łapie ją za wlosy.
"Ja bym nie chciała miec ZADNYCH nóg!" - pomstuje, gdy się uderzy w kolano.
Nie daj Boże szarpnąć ją za włosy przy rozczesywaniu.
"Auuuuu!! Boli!! Ja to bym nie chciała mieć juz NIGDY zadnych włosów!"
Przyznam, że gdy zatarła sobie oko i oświadczyła ze złością, że nie chciałaby mieć już nigdy „zadnych ocu”, lekkie ciarki mnie przeszły.
A ostatnio tak się jakoś stało, że w drodze do swojego pokoju Tosia zderzyła się z framugą drzwi. Dość mocno się zderzyła, więc lament był słusznych rozmiarów. Płacze nasza córka, płacze wniebogłosy, głucha na wszelkie pociechy...
Nagle zapada cisza.
- Mamo, musę ci coś powiedzieć - odzywa się całkiem rzeczowym tonem i prawie bez śladu łez.
- Słucham cię, kochanie - mówię pospiesznie, zachodząc w głowę, jakie to zagadnienie tak skutecznie odciągnęło jej myśli od świeżego nieszczęścia.
- Wyzućcie te wsystkie ściany i dzwi!!!
...i w ryk.

Wrażliwi niech nie czytają

Jadłyśmy z czteroletnią Tosią obiad w Ikei. Zmierzałyśmy właśnie do szczęśliwego finału, gdy padło znienacka:
- Mamusiu, kupkę.
Ups.
Cóż było robić. Udałyśmy się do damskiej toalety, gdzie wymościłam deskę sedesową dużą ilością papieru toaletowego i usadziłam królewnę na tronie. Ta umościła się wygodnie, natężyła, po czym oznajmiła rozgłośnie:
- Mamo, kupa mi wisi.
- Jezu – jęknęłam – a czy ja muszę o tym wiedzieć?!
(ja i wszystkie inne panie zebrane w pomieszczeniu, dodam...)
Rychło okazało się, że anons nie był wstępem do pogawędki, lecz do sprecyzowania oczekiwań:
- Ale pomóz mi ją odcepić!
- ?!??
(że niby jak?!)
Szczęśliwie próba kreatywności została mi oszczędzona, bo po chwili Tosia oznajmiła:
- O, odcepiła się.
Ufff.
To jednak nie był koniec.
Uczepionemu deski Tosiaczkowi pupa stopniowo zjeżdżała w dół. Finał łatwo było przewidzieć:
- Mamo, ale ta kupa mnie dotyka.
No, to było stosunkowo proste: spuściłam wodę.
W sumie dobrze, że Tosia sadzi te swoje kupy przez długie kwadranse. Nie, żeby niekończący pobyt w ikeowskiej toalecie bił na głowę okoliczne atrakcje, ale jedno było pewne – ekipa, która wysłuchała tych wszystkich rewelacji na pewno zdołała już opuścić przybytek. Dzięki czemu i my mogłyśmy bez większego obciachu wychylić się w końcu z naszego boksu.

Możemy udawać, że fizjologia dotyczy nas w niewielkim stopniu.
Dopóki nie mamy dzieci.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba jestem mało wrażliwa, bo przeczytałam jednym tchem i ciągle jeszcze się śmieję ;))

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.