15 stycznia 2011

Na zachętę

Jak dobrze pójdzie, to najdalej we wtorek zbiorek będzie gotowy :-) Trzymajcie kciuki!

Na weekend zostawiam Was z kolejną notką do poczytania. Tym razem autorstwa kociubińskiej, aktualnie piszącej na http://rudafarbowana.blox.pl/ i www.dwiechochelki.pl.

Miłej lektury - i bądźcie z nami!

Nowy Rok, nowe leki, czyli jak podawać antybiotyk

W Nowym Roku rozpoczęliśmy zupełnie nowe leki, Szymon poszedł do przedszkola na cały jeden dzień, a Jagoda wyprodukowała w tym czasie gorączkę oraz inne spektakularne objawy, które zaowocowały kuracją antybiotykową.

Nowe leki, nowe wyzwania.

Jagoda już od dawna patrzyła nieprzychylnie na podawane jej syropy, ale była wówczas w wieku, który umożliwiał chwycenie jej oburącz, unieruchomienie i (przy użyciu mojej standardowej trzeciej ręki, która wyrasta każdej matce) wlanie leku do gardła. Nie do końca wiedziała też o co chodzi z wypluwaniem zawartości jamy ustnej, więc zazwyczaj wychodziłam z potyczki zwycięsko.

Potem jej podejście do leków ewoluowało, aż nadszedł czas by za przykładem brata stać się wzorową lekomanką.
– Wapno! – krzyczy radośnie i biegnie w stronę kuchni, gdzie na niedostępnych dla dzieci wysokościach znajdują się fiolki i flaszeczki.
Do tego doszła także możliwość przekupstwa i za pół kostki czekolady zgadza się nawet na wpuszczenie kropli do oczu. Niechętnie co prawda, ale dajemy radę.

Wiedząc to wszystko spokojnie odmierzyłam pięć mililitrów antybiotyku, podczas gdy córka stała u moich nóg radośnie pokrzykując
– Klacid! Dla mnie! Dla mnie!
Pierwsze dwa i pół mililitra połknęła z zaskoczenia. Skrzywiła się i cofnęła patrząc na mnie z wyrzutem.
- Chodź Jagódko, jeszcze jeden łyczek syropu – powiedziałam.
Podeszła niepewnie, a ja jakimś cudem skłoniłam ją do nadstawienia ust.
- Pffffff – cała okolica pokryła się białymi klejącymi kropkami. Wszak plucie moja córka ćwiczy całkiem często.
Co gorsza tak jej nie smakowało, że nie skusiła jej ani czekolada, ani lizak, ani nawet guma rozpuszczalna! A obietnicy tego ostatniego używam roztropnie, bo zrobi za nią wszystko. A raczej: robiła wszystko.

Co zrobić? Zwykłe mieszanie z jedzeniem nie wchodziło w grę, bo Jagoda podczas choroby odżywia się powietrzem, więc nie ma mowy, by zjadła taką ilość pokarmu, która porządnie przesłoni smak antybiotyku.

Ostateczna metoda, która chwilowo działa (nie mam złudzeń co do mojego dziecka) wygląda następująco:

1. Kupuję miniaturowy serek znanej firmy, który ze względu na skazę białkową jak dotąd omijałam szerokim łukiem. Im słodszy i bardziej (z mojego punktu widzenia) ohydny, tym lepiej.

2. Odmierzam strzykawką pięć mililitrów Klacidu. Nie afiszuję się z tym.

3. Nabieram serek na końcówkę łyżeczki. Przeprowadzam próbę smakową na Jagodzie. Potem kontrola.
- Masz ochotę na jeszcze?
- Tak!
Próba wypadła pozytywnie.

3. Przechodzę do części zasadniczej. Ponownie nabieram serek na końcówkę łyżeczki. Końcem strzykawki z lekiem rozprowadzam serek po obrzeżach łyżeczki, w do środka wlewam 1 mililitr antybiotyku. Niezwykle istotny jest tu sposób rozmieszczenia substancji, lek musi być otoczony ze wszystkich stron serkiem i w żadnym wypadku nie dominować na łyżeczce.

4. Zachęcam córkę do szerokiego otwarcia ust, ale uprzedzam ją przy tym, że teraz będzie wersja z Klacidem.

5. Używam całej mojej siły przekonywania by nie dopuścić do wyplucia mieszanki.

6. Wyrażam szaleńczy zachwyt wyczynem córki wszelkimi dostępnymi środkami wyrazu.

7. Powtarzam kroki 3-6 aż do wyczerpania leku (dla zachęty podaję czasem wersję bez lekarstwa).

8. Padam wyczerpana długotrwałym stresem.

3 komentarze:

  1. Prawie jak podawanie tabletki kotu :) http://www.cats.alpha.pl/tabletka.htm

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętam ten dramatyczny opis z poprzedniego blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Robię to samo. Z tym, że u nas przechodzą wszystkie jogurty, także tzw. białe, czyli naturalne.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.