13 stycznia 2011

Przedsmak tego, co będzie w naszej antologii


Kochani, zbiorek pięknie się rozrasta, bardzo dziękuję za wszystkie nadsyłane teksty, ale nie mogę już przyjmować nowych, bo zrobi się nam Biblia :-) Jestem Wam bardzo wdzięczna, ale ledwie nadążam z czytaniem! :-)
Oczywiście czekam na teksty zamówione. 
Nie wszystkie teksty znajdą się w zbiorku, tym bardziej, że często nadsyłacie po kilka notek. Chciałabym jednak pokazać wszystkie, bo są tego warte, zatem pozwolę sobie (za zgodą autorów) publikować je na tym blogu.

Na początek przedstawiam notkę nadesłaną przez Sebastiana – bardzo się cieszę, że nie zraził się macierzyństwem w tytule i zapragnął przyłączyć się do akcji na rzecz Mikołajka. Notka pochodzi z bloga http://ojcieckarmiacy.blox.pl/html.

Życie zwyczajne 

Znów ojciec usłyszał opinię, że zdaniem bliżej nieokreślonych psychologów, pedagogika Montessori nie jest dobra dla dzieci ze Spektrum A, bo kładzie za duży nacisk na pracę własną. Ręce opadają. Jakiś czas temu ojcu chciałoby się zawyć, ale już mu się nie chce. W pracy z King Kongiem, nie tak długiej zresztą, ojciec zdołał stworzyć sobie nowe połączenia nerwowe w mózgu i wypracować większą elastyczność i otwartość, a to implikuje również i to, że nie widzi się sensu ośmieszania kompletnych absurdów. To tak trochę jak wziąć strzelbę i iść na polowanie do ZOO. Chcą, niech sobie mówią, kto im uwierzy jego sprawa. Ojciec ma do opowiedzenia nieco inną historię i dziś jej fragment. 

W dniu zaćmienia słońca wracamy z przedszkola, wypadło nam SI, więc ojciec rozważa jakiś spacer, albo chociaż zakupy... King Kong ma nosa do dyrektywności jak mało kto i postanawia natychmiast postawić tamę – zasypia tuż przed przystankiem, na którym musimy wysiąść. Ojcu przebiega myśl o młodocianym drobiu, ale szybko zbiera się w sobie, zarzuca śpiącego King Konga na ramię i rzuca w próżnię: „Śpisz?”. Jak powszechnie wiadomo to jedyne pytanie, na które nie może usłyszeć prawdziwej odpowiedzi twierdzącej, więc odpowiedzi brak. Jest zima, chodniki odśnieżone tak sobie, King Kong grubo ubrany i zdaje się, że z dnia na dzień cięższy. Ojciec już po chwili czuje sny King Konga w krzyżu... trzeba będzie zainwestować w jakiś cudowny sprzęt ze sklepu telewizyjnego, ale tymczasem warto obudzić King Konga, więc ojciec zaczyna śpiewać sobie... Na refrenie King Kong się budzi. Jeszcze chwilę idziemy, ale ojciec z coraz większym trudem, więc pada nieuniknione: „Pójdziesz na nóżkach?”, na co King Kong się krzywi i odpowiada: „Ale ciężko.” „Właśnie” - myśli ojciec i marzy o wannie z gorącą wodą - „Słuchajcie towarzyszu” - odzywa się ojciec - „Nam też jest ciężko, więc umawiamy się, że doniosę Was do najbliższych świateł, a dalej idziecie sami, na swoich nogach.” King Kong protestuje, ale decyzja zapadła. Już po chwili staje na nogach i wbrew swej legendarnej dzielności zaczyna płakać. Ojciec spowalnia ruchy, wycisza się, płacz staje się cichszy i choć nie ustaje, to nie ma awantury. Idziemy powoli, a King Kong co chwila twierdzi, że on nigdzie nie chce iść. Można by go zostawić na mrozie, ale każda filozofia musi mieć jakieś granice, nawet światła niedyrektywność. Więc idziemy dalej. Tuż pod domem bunt King Konga wzrasta. Ojciec nie reaguje. Wchodzimy do budynku i ojciec wymienia „Dzień dobry” z sąsiadką, która szczęśliwie nie zwraca większej uwagi na fochy King Konga. Nie ma audytorium, nie ma koncertu, King Kong pochlipuje jakby mniej i na odchodnym odwraca się do sąsiadki: „Dzień dobry” - mówi pociągając nosem.

King Kong się zmienia, nawet stary ojciec to widzi, choć wzrok ojca coraz słabszy i coraz bardziej się ojciec musi wpatrywać. Tylko, że King Konga, choć niewielki, czasem trudno przegapić. Na SI ostatnio Pani terapeutka posadziła King Konga na huśtawce i poprosiła aby położył się na brzuchu. King Kong już miał spełnić prośbę kiedy spojrzał przez ramię i ocenił wysokość, na której się znajdował. „O kurna, ale wysoko!” - powiedział.

Z przedszkola do domu King Kong przynosi coraz różniejsze rzeczy. Rysunki, wycinanki, farbowaną sól w słoikach i nowe umiejętności. Ostatnio zmieniło się jego zachowanie przy stole. Jadł zupę z makaronem i w pewnym momencie zauważył, że trudno mu jej nabrać na łyżkę, bo jest mało w miseczce. „Kiedy trudno nabrać, to trzeba przechylić talerzyk” - powiedział, a potem przechylił i spokojnie nabrał zupy na łyżkę. Jadł jeszcze chwilę i wreszcie obwieścił: „Kiedy talerz jest pusty trzeba zanieść do kuchni” - wziął talerz w obie dłonie i już miał wstać gdy zauważył odrobinę zupy na dnie - „Jest pełny” - powiedział z filozoficzną zadumą i chwilę tak trwał nie bardzo wiedząc co zrobić, wreszcie przytknął brzeg talerza do ust i wypił ostatni łyk zupy. Może to nie są maniery salonowe, ale nie wszystko na raz.

Tuż przed snem King Kong zarządził, że będzie grał na cymbałkach. Potem poprosił o kartkę papieru, by napisać piosenkę pod tytułem: „Z myślą o Was”. Coś tam rysował i gryzmolił, czyli notował i wreszcie skończył. Popukał w pałeczką w cymbałki i zaintonował swój utwór, czyli śpiewał wers „Z myślą o Was” na melodię „Panie Janie, Panie Janie”. Ojcu natychmiast stanęło przed oczyma jak King Kong poproszony w święta o zaśpiewanie kolędy zaintonował: „Nie długa to piosenka, nie krótka – zaśpiewaj kolędę jeszcze raz”. Widać, że chłopak kombinuje i sprawia mu to radość. Fajnie, może kiedyś pojawi się u niego rozmarzenie słowem.

W całej tej radosnej codzienności dnia powszedniego pojawiają się momenty trudne dla ojca. Takie, w których serce ojca staje, a ojciec (który jak wiadomo jest prawdziwym twardzielem, nie mającym współczucia i nie znającym łez) staje na granicy rzewności, z gulą w gardle i zmokłym oczodołem. Ostatnio, kiedy ojciec odbierał King Konga z przedszkola, dziecko powiedziało: „Jak zostawiłeś mnie w przedszkolu, to czekałem cały dzień aż przyjdziesz”. Ojcu zakręciło się w głowie, musiał wziąć głębszy oddech i wreszcie udało mu się wydobyć z siebie głos. „Synku” - powiedział ojciec nie bardzo mając kontrolę nad tym co mówi - „Ja nie zostawiam Cię w przedszkolu żeby z Tobą nie być, tylko przychodzimy tu po to żebyś mógł się fajnie bawić z dziećmi”.

2 komentarze:

  1. Do Ojca: Wytrwałości w walce o syna! Zajrzałam na bloga i widzę, że walczysz o niego jak lew. I tak trzymaj! Końcówka bardzo mnie wzruszyła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki:) Zaczynamy pomagać innym dzieciakom, tutaj Mikołajowi:)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.