30 stycznia 2014

Do poczytania: domowy krytyk

Zapraszamy do zapoznania się z dylematem mamy siedmioletniej buntowniczki. Maria Jaszczurowska - współautorka pierwszej i drugiej części Macierzyństwa... (gdzie była znana jako ozyrynio) - zajmuje się przede wszystkim wychowaniem Krewety i kotów. W wolnych chwilach tłumaczy, co się jej pod rękę nawinie. A to - co ludzie gadają, a to książki, a to w końcu zawiłości angielszczyzny opornym umysłom. Poznajcie bliżej naszą Marysię.
I miłej lektury!

Domowy krytyk

Po buncie dwulatka, trzylatka, i tak dalej… nadszedł czas na siedmiolatka.

W dalszym ciągu twierdzę, że nie ma nic bardziej denerwującego niż dziecko, które nie mówi (więc zasadniczo obecnie nie narzekam), ale samo mówienie też bywa denerwujące. Po pierwszych miesiącach pobytu Krewety w szkole dochodzę do wniosku, że moja córka któregoś dnia zostanie aktuariuszem.

Do każdej, dosłownie KAŻDEJ sytuacji (niezależnie od tego, czy czeka ją sprawdzian, bal przebierańców, konkurs piosenki czy spacer) jest w stanie dorobić TYSIĄC PIĘĆSET problemów i tyleż wskazać rzeczy, które mogą się nie udać. Przykład – jedziemy na konie.

K: - A jak pani trenerka mi nie da Baśki? (Wymarzony, biały koń – nie wiedzieć czemu, bo Baśka śpi na stojąco i rusza się jak mucha w smole).
Ja: - To dostaniesz innego.
K: - Ale ja chciałam Baśkę!
Ja: - Możesz poprosić trenerkę – zapytaj czy możesz dostać Baśkę.
K: - Ale trenerka mi powie, że tym razem nie, bo dała ją komuś innemu, albo że Baśka chodzi za godzinę i nie może teraz, albo powie, że następnym razem. Albo powie, że zapomniała. Albo przyjedziemy za późno i już inny będzie dla mnie osiodłany.

I tak jest zawsze. Oczywiście każdym kolejnym pomysłem sama się nakręca, w związku z tym ostatni tragiczny scenariusz jest już wykrzyczany niemalże ze łzami w oczach. Na myśl przychodzi mi tylko: „Ach, biedny Yorick!”.

Ilustracja autorki
Z zadaniem domowym bywa podobnie. Zanim dotrzemy do domu, Krewetka zdąży zwykle dojść do wniosku, że zadanie się nie uda, w ogóle to się z nim nie wyrobi, nie da rady, ołówek się złamie, pióro się wypisze, ręka zacznie boleć, a pani i tak poprawi te laseczki, o tutaj, bo krzywe. A poza tym i tak Zdzicha i Stefa będą miały lepiej. Tym sposobem dochodzimy znów do etapu: „i w ogóle nic mi się nie uda! Nigdy!”

Rodzicom, którzy doświadczają podobnych Weltschmerzen ze strony dzieci w wieku przednastolatkowym, polecam skrzynkę wina lub Persen (tylko nie mieszać!). W wieku nastolatkowym pomoże już chyba tylko jednostka specjalna Komando Foki.

Póki co jednak twierdzę, że dziecko ma doskonałe predyspozycje po temu, by zostać aktuariuszem albo aktorką dramatyczną (ze szczególnym uwzględnieniem „dramatycznej”) – choć sama Krewetka  planuje zostać hodowcą koni albo panią od przebijania uszu. Nie, nie koniom, ludziom.

1 komentarz:

  1. tulić, ściskać, wspierać, rozumieć... a jak zasypia to wino bez persenu;) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.