26 listopada 2012

Ja, Robot


Oto tekst, napisany dla Macierzyństwa bez lukru przez gofer73 - mamę Precla. Tekstu uniwersalnego, bliskiego każdej mamie, nie tylko sprawującej opiekę na dzieckiem niepełnosprawnym. Spróbujmy w różnych miejscach podstawić własne dane. 
Zapraszam serdecznie do lektury i... powodzenia!


Odgłos budzika zawsze wywołuje u mnie odruchowe nerwowe dreptanie do kuchni.

Lodówka: dwa mleka i serek Danio pod pachę. W ręku dwie wody mineralne dla Starszego do szkoły.
Potem mikrofala - mleko dla Starszego. Łyżka do zupy na stół. Mleko Młodszego do podgrzewacza. Po omacku do łazienki. Prysznic.

Wracam do kuchni 6:37. Zawsze jest 6:37. Jakby było minutę później, to umarł w butach.

Z rana jestem cybernetycznie zaprogramowana co do sekundy. Każdy ruch, wliczając w to trzykrotne ściągnięcie Starszego z łóżka, przybliża mnie do celu: odpalenia bieżącego dnia dokładnie o 7 rano. Nawet tusz do rzęs ma swoją szansę tylko i wyłącznie o 6:52. To jest porządek świata kobiety pracującej: zdążyć, zdążyć za wszelką cenę, jednocześnie przyrządzając dziecku bułkę z szynką do szkoły (bułki i tak nie zje, ale za to mam czyste sumienie) i szukając ulubionych kolczyków w czeluściach łazienki.

Rankiem nie ma czasu na „za pięć minut” albo „jeszcze to”. Jest zero-jedynkowo. Inaczej nie przetrwam do pierwszej kawy. Nie wyjdę do pracy. Nie ogarnę chaosu: mBanku, tramwaju linii 24 oraz raportu miesięcznego. Nie będzie prania o 18:30 ani zaglądania do skrzynki mailowej o zwykłej porze. Będzie za to trwały niedoczas, który jest nie do odrobienia. Ani dziś, ani jutro, ani nawet za tydzień.

Dlaczego więc tak trudno zrozumieć, Kochanie, że każdy Twój pomysł na wciśnięcie w mój poranek chociażby najdrobniejszej czynności grozi awarią płyty głównej?

2 komentarze:

  1. To o mnie!!!!!! O rany, mój czas jest dokładnie tak wyliczony jak twój. Z jedną różnicą....nie mam dziecka z potworzastym.
    Czytałam wcześniejsze macierzyństwo....fajna lektura, polecam innym

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety, u mnie jest pełna improwizacja, biegam bez sensu w gaciach albo bez, rzucam miskami, idę do pracy w niedobranych ciuchach i bez oka, a dziecku daję 5 zeta na niezdrową żywność. I za każdym razem obiecuję sobie, kotom, psu, i dziecku wreszcie, że to był OSTATNI raz, jutro wstanę wcześniej, zdążę się logicznie ubrać, i zrobić oko, i w ogóle :) czasem mi się udaje! Gratuluję samodyscypliny :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.