20 maja 2012

Zagadkowy świat dzieciństwa

Zapraszam do lektury notki Kaczki, autorki bloga http://la-terra-del-pudding.blogspot.com. Przygody Kaczki, Dyni i Norweskiego w obcym kraju są pouczające, zabawne, dobrze napisane i przekonujące, że dzieci pod każdą szerokością geograficzną są takie same i podobnie matki. Wyjątkiem są tu rejony świata nieobjęte wpływami cywilizacji, gdzie życie wygląda jakoś normalniej, np. dzieci nie uciekają rodzicom, tylko trzymają się blisko opiekuna, pojąwszy od maleńkości, że jak się zgubią w dżungli, to zostaną zjedzone. Moja koleżanka Magda-doula nie biega za dziećmi i one jej nie uciekają, ale jak moje pędzi w kierunku ulicy, to nie umiem się powstrzymać, żeby przetestować, czy i u mnie to zadziała, tylko biegnę i łapię za fraki.

Wybaczcie dygresję, już nie zagajam, tylko wklejam notkę Kaczki.

ps. A jak to jest w tym gonieniem/uciekaniem w Waszych przypadkach?



(...)
... the cryptic world of childhood where I am at the mercy of other people’s purposes which I neither control nor understand… napisała Lewycka w ‘A Short History of Tractors in Ukrainian’ (a ja w kuluarach zachodzę w głowę, dlaczego The Times uważa, że ta książka jest >extremely funny?<? bo nie jest albo moje ‘mini-rozmówki polsko-angielskie’ szastają zdezaktualizowaną definicją).
The cryptic world of childhood...
Błąkamy się po nim bez mapy i kompasu. Miejscami bywa jak w Blair Witch Project.
- Gdybyś tak jeszcze potrafiła wyjaśnić na jakim tle ten kryzys... – międlę słowa pod nosem, bo Dynia znienacka spływa z wózka, staje pod płotem odwrócona do ludzkości i odpala kolejny Weltschmertz.
Czemu?
Czemu, ach, czemu, skoro jeszcze przed chwilą była wielce zadowolona z okoliczności?
- Noł. – dochodzi spod płotu. A jak nie spod płotu to z kuchennej podłogi, w którą wsiąkają łzy wielkie jak grochy, albo z kawiarnianego stolika, na którym Dynia w teatralnym geście splata ramiona, a na tych ramionach układa udręczoną głowę, albo spod piekarnika, pod którym Dynia siedzi – wzrok wbity w podłogę, aura posępnej chmury ...
... och, żebyś tak Dyniu, wiedziała, jak mnie aktualnie świat uwiera i jak bardzo chciałabym się doń odwrócić plecami...

(...)
wuwuwu jak być cudowną i spełnioną matką dot com usa przysyła mi listy.
W jednym z nich – kreatywne zabawy z dwudziestodwumiesięczną progeniturą.
Zabawa Numer Jeden: wyjdź na spacer – pisze Uncle Dobra Rada – pozwól dziecku obrać azymut i marszrutę, podążaj śladem, nie wymuszaj jedynie słusznych kierunków, dziś spacer, jutro wybór studiów lub płciowej tożsamości, uwolnij się od stereotypów i uprzedzeń...
Nieświadomie jesteśmy kreatywne już od dawna.
Azymut Dyni to ślepy zaułek dwie ulice dalej.
Taki ze śmietnikiem.
Właściciele śmietnika wkrótce zawiadomią policję, że inwigilują ich tajne służby zatrudniające hobbitów w pasiastych kaloszach.

1 komentarz:

  1. Moje nie ucieka. Nigdy nie uciekało. Czasem pędzi do czegoś, z reguły z dużą dozą instynktu samozachowawczego.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.