8 lutego 2012

Czasem bywa i tak

"Daję radę!" deklaruje Agata, autorka bloga agatopis.blogspot.com. Oczywiście, że daje, wie to każdy czytelnik Jej bloga, ale są chwile, gdy jest ciężko i zupełnie nie tak, jakby chciała. Wszystkie to znamy, prawda?

Wściekłam się. Naprawdę się wściekłam. A jak ktoś jest naprawdę wściekły to wybucha.
Podobno to zdrowo. Lepiej wybuchnąć niż stłumić. Jak z kichnięciem.

No i wybuchłam.

Bo Dziecko nie chciało wyjść z wanny. Potem nie chciało myć zębów. Potem nie chciało myć uszu. Potem nie chciało nałożyć majtek. Potem spodni. Potem zjeść śniadania.
Chciało grać w MarioKart. Tylko to chciało. A dodam, że był ranek, a rano się robi co trzeba i wychodzi.

Tymczasem Dziecko niedomyte i nieubrane zakradło się do kuchni i wyjadało cukier z cukiernicy.
No i się wściekłam i wybuchłam.

Nakrzyczałam na Dziecko. Zagroziłam kątem i gorszym wścieknięciem. I krzyczałam.

Wściekłam się na tą papkę, w którą obróciło się moje życie, na samotność, na brak butów na zimę, na za krótkie wakacje, na to że zjadłam za dużo słodyczy (i czipsów), na M, który zajmuje się sobą i tylko sobą, bo teraz ma już do tego prawo.
I przeraziłam się osoby, którą mogę się stać.

Przypomniała mi się mama tego biednego Szymonka. (Nie obejrzałam nigdy tego nagrania... ale wiem o co chodzi.) Oczywiście moja wściekłość była cywilizowana w porównaniu z jej wściekłością, ale przeraziłam się pewnego podobieństwa sytuacji.

Popłakaliśmy sobie z Dzieckiem. Poprzytulaliśmy się i poprzepraszaliśmy. Dziecko zjadło śniadanie, ale nie umyło zębów. Ubrało się, ale nie pograło w MarioKart.

Przepraszam, którędy do normalności? Bo ja się zgubiłam...

4 komentarze:

  1. Do normalności? Chyba właśnie tędy... Tzn. może lepiej nie wybuchać nagle ze wszystkimi żalami naraz, ale to chyba normalne, jeśli się wybuchnie, kiedy ma się serdecznie dość. Nienormalne by było, gdyby zawsze było OK, uśmiech na ustach i w ogóle wszystko "cacy" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też po takiej "akcji", która zdarza mi się od czasu do czasu zastanawiam się, dlaczego uległam emocjom. Przecież dobrze wiem, że tak się nie powinno, że to tylko pogarszanie sprawy. Normalna chyba jest rozmowa, przytulenie, przepraszanie. Pokazanie, że popełniłam błąd, że stać mnie na przyznanie się do niego. Dziecko i tak wiele rzeczy rozumie i silnie przeżywa.

    OdpowiedzUsuń
  3. a co to jest normalność? sytuacja, w której i dziecko i my jesteśmy idealni, czy sytuacja, w której dziecko jest dzieckiem (buntuje się, sprawdza, ile może) a my rodzicami z cierpliwością na wyczerpaniu? normalnie nie wiem ... :o)

    OdpowiedzUsuń
  4. jak to, którędy? to właśnie jest normalnośc, a nie superniania z jej nieszczęsnym karnym jeżykiem, którego ideę moje dzieci kompletnie olały :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.