25 stycznia 2012

Do poczytania: Jestem heterą

Zapraszam do lektury wpisu idiomki. Ile z nas mogłoby się pod nim podpisać?

Kiedy Młody wrócił w Nowy Rok, po tygodniowej nieobecności, do domu, byłam matką wypoczętą i zrelaksowaną. Bez presji czasu i obowiazków, zachowywałam się tak, jak wydawało mi się, normalnie mogłabym zachowywać się w takich okolicznościach.

Młody zapytał mnie, pod koniec dnia, podejrzliwie:

- Dlaczego jesteś dla mnie taka podejrzanie miła?

Podejrzanie miła... To utwierdziło mnie w przekonaniu, że zamieniam się w heterę. I przeszkadza to nawet mnie.

Nienawidzę poranków w normalne dni szkolne. Kiedy Młodego trzeba obudzić, zwlec z łóżka, zadbać o to, by się ubrał, zjadł coś, był gotowy do wymarszu do szkoły, wraz ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami. W takie poranki jak mantrę powtarzam "szykuj się, szykuj się!". Do porzygania.

Pod wpływem sugestii pani psycholog, z którą spotykaliśmy się w ubiegłym roku, kiedyś spróbowałam, jak to jest nie poganiać go co 5 minut. Niestety, eksperyment się nie powiódł. Moje dziecko nie stało się w cudowny sposób świetnie zorganizowaną jednostką i nie stało pod drzwiami, w stosownym momencie, gotowe do wyjścia. Powrót do "szykuj się! szykuj się!" był tym boleśniejszy, że operacja musiała być skrócona do kilku minut, a do szkoły i tak się spóźnił.

Bycie matką dziecka kilkuletniego wspominam jako ciągłą odpowiedzialność. Bycie matką nastolatka będę pewno wspominać jako bycie kapo. Który stoi nad synem i pogania go, niemal z batem w ręce.

Nie wiem czy tak jest ze wszystkimi nastolatkami (rozmowy z niektórymi znajomymi sprawiają, że nabieram przekonania, że z większością), ale Młody prezentuje doskonale rozwinięty "tumiwisizm". Jego ulubioną odpowiedzią, na każdy postulat czy polecenie jest słowo "Dobra". Przy czym, owo "Dobra" to mniej-więcej taka odpowiedź jak Charliego z "Dwóch i pół" - "Rozumiem". Jak wyjaśnił bohater tego serialu, owo "Rozumiem", wcale nie oznacza, że rozumie czy choćby interesuje się on problemem swojego rozmówcy. Podobnie jest z "Dobra" Młodego. Ono również nie oznacza, że interesuje się on moimi słowami albo że ma zamiar się do nich dostosować. "Dobra" to taki wytrych, który w jego mniemaniu ma mu zagwarantować chwilę spokoju od matczynego gderania. Młody, rób lekcje/sprzątnij kotu! Dobra - odpowiada on i nie spuszcza nawet oka z książki.

Dlatego moje życie w dużej mierze upływa na powtarzaniu w kółko tych samych poleceń i obserwowaniu, jak nie przynosi to żadnych większych efektów.

Tumiwisizm Młodego dotyczy również jego akceptowania kar i szlabanów. Nie będzie telewizora ani komputera, ani PSP? No, trudno. Zawsze pozostają mu książki, które lubi czytać i robi to nawet w wannie. A czy jakaś matka odważyłaby się nałożyć szlaban na ksiażki, dla nastoletniego syna?

I tak sobie żyjemy. Wyluzowany książe pan, któremu nadal się wydaje, że nie ma żadnych obowiązków i ja - powtarzająca jak katarynka polecenia, wkurzająca się, klnąca, czasami wrzeszcząca.

Coraz częściej w swoim głosie odnajduję ton znany mi z wypowiedzi własnej matki. Jak to możliwe? Skoro moje dziecko do przesady naciąga strunę mojej cierpliwości, a ja (co z okazji Wigilii, pierwszy raz w życiu przyznała moja matka), jako dziecko byłam aniołem? Albo raczej - jak brzmiałby ton mojej matki, gdybym ja była taka jak Młody? ;)

Bycie matką nastolatka budzi we mnie heterę. I chciałabym, żeby minęło już najbliższe niespełna 7 lat, abym mogła być już po prostu sobą...

4 komentarze:

  1. masz moje uwielbienie za ten tekst!:))
    Od razu człowiekowi lżej, ze nie on jeden się użera:O
    Moje młodsze - już za moment nastoletnie dziecko to identyczny model z taką tylko różnicą, że zamiast "dobra" występuje: "już, już!" Podejście do szlabanów identyczne!
    Łączę się w empatycznym bólu;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo celne i jakze prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój nieco ponad trzyletni syn też mówi "Dobra"...i też muszę mu co chwila "truć" nad uchem. Muszę się już "wprawiać" i nastawiać na takie sytuacje. Zdumiewające jest, jak dzieci wspaniale potrafią nie zapamiętywać, że przed dwoma minutami się je o coś prosiło...i myślę, że to nie wynika ze złej woli. W "zanadrzu" mam jeszcze drugiego chłopaka, na razie nic nie mówiącego. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahha
    Zakochałam się w tym poście.... jakie to cudnie prawdziwe, jakie irytująco urocze....
    Boskie...

    Ściskam i dużo siły do 18 życzę:)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.