18 stycznia 2011

Blisko, coraz bliżej... :-)

Autorki dostały plik do autoryzacji. Nanoszę ostatnie poprawki, kończę pisać wstęp, Mąż generuje spis treści, Beata szykuje okładkę. Premiera zbliża się wielkimi krokami :-)

A żeby się Wam nie dłużyło oczekiwanie, to zostawiam Was z notką Panny z Miśni http://siostrzyca.blogspot.com

Z dziennika Matki Polki. Ósmy pasażer Nostromo

Ponad 5 lat temu przewidziałam dzisiejszy bum na Zmierzchy, Tru-blady i inne Pattinsony i na przestrzeni tych lat weszłam w posiadanie dwóch prawdziwych, osobistych wampirów energetycznych.

Już samo ich przyjście na świat, w obu wypadkach, nie zwiastowało niczego różowego, bowiem fizycznie było dla mnie równie relaksujące i sielskie co testy broni nuklearnej na Atolu Mururoa dla tubylczej fauny i flory.

Proces dojrzewania owoców mej ciężkiej mordęgi na porodówce w istoty człekopodobne obfitować miał w szereg zjawisk paranormalnych, takich jak:

-- samoistne wydzielanie się narkotyku zwanego endorfiny powodującego upośledzenie układu nerwowego matki i tym samym zaburzającego percepcję. Kobieta pod jego wpływem wierzy np., że ten czerwony gluś, który właśnie zdruzgotał jej wszystkie „końcówki mocy” (wydostając się z niej, pożerając ją i każąc nieustannie nosić się na rękach) jest najpięknisieniuńszym dziudziubelkiem na tym (pół)światku. Matka wydaje przy tym różne dziwne dźwięki: gu-gu, zi-zi, siu-siu, bo-bo, ti-ti, niu-niu etc. Niektórym nigdy nie przechodzi.

-- spowodowanie utraty ¼ wagi przez ulatnianie się ektoplazmy czyt. mleka

-- nabycie ogromnego doświadczenia z zakresu konsystencji dziecięcych odchodów, o których rozmowy z innymi posiadaczkami wampira energetycznego powodują, że z palcem wiadomo gdzie można zrobić 3 fakultety z dziedziny skatologii.

-- tajemnicze zniknięcia małych przedmiotów domowego użytku, materializujących się później zawsze w jednym miejscu: we wnętrzu pieluszki jednorazowej.

-- przez pojawianie się znikąd wymyślnych fryzur udrapowanych spinkami i gumkami na grzywce mojej poczciwej cocker spAnielicy (czyżby pies opanował sztukę psychokinezy?)

-- po niewytłumaczalne ślady kredek świecowych na wszystkich ścianach w domu (jakoś tak mi się kojarzą z upiorną rybką z South Parku, która chuchając na szybkę akwarium ogonkiem pisała na zaparowanym szkle I KILL YOU).

Zjawisk niepokojących było znacznie więcej. I z czasem zdałam sobie sprawę, że w rzeczywistości dzieci żywią się nie tyle bebiko, zupkami babci czy cukierkami, ale największego kopa daje im wysysanie sił witalnych z matki własnej. Cała reszta szopki z produktami spożywczymi to tylko przykrywka. Małe sukkuby skrzętnie ukrywają swe faktyczne preferencje i awantury w sklepach o dropsy, chrupki czy gumę to zwyczajny pic i mydlenie oczu.

Oczywiście zrobią wiele, by biedna matka żyła w błogiej niewiedzy co do wilkołaczej natury swych młodych. I potrafią tak tą słodyczą omotać człowieka, że nawet gdy czasem się sypnie, że coś tutaj nie halo, matka z czułością patrzy na swoje potwory niczym w filmie Scotta „Alien. 8 pasażer Nostromo” gdy Ellen Ripley latała broda i mimo wszystko patrzyła na Obcego z jakąś taką ckliwością, nawet jeśli właśnie wpychała go do śluzy statku kosmicznego i za chwilkę miał się obrócić w gwiezdny plankton.

Ponieważ mam wiele dowodów na potwierdzenie teorii spiskowej o wampiryzmie istot zwanych dalej „dziećmi”, postanowiłam od czasu do czasu popełniać wpisy wprost ze strefy mroku czyli z pamiętnika Matki Polki. Tak więc do poczytania – na shledanou!

6 komentarzy:

  1. Prosze nie myslec, ze sie czepiam. Akcje wspieram czynnie i uwazam, ze Chuda ma wielkie serce. A jednak publikowanie TUTAJ notek o tym jak to nam matkom zle, nudno, i ogolnie nie halo moze byc, mysle, nieco... bolesne dla rodzicow Mikolaja. Nie potrafie sobie wyobrazic przez co Oni przechodza, jakie mysli klebia sie w ich glowach myslac o tym co bedzie za tydzien, za miesiac, za rok. A jesli czytaja te notki to co czuja? Zastanawiam sie ile tacy jak Oni daliby za "takie" problemy. Ze nudno, ze karmic trzeba i wstawac albo ze ogolny wkurw bo dziecko mi zyc nie daje. Owszem lekko nie jest, ale tez nie dajmy sie zwariowac. Zbior notek dobrze - do sprzedazy ale publikacja ich tutaj na blogu troche mi sie gryzie, akcja dla chorego dziecka, zeby jak najdluzej moglo normalniej zyc a rodzice cieszyc sie kazdym dniem spedzonym z Mikolajem w domu a z drugiej strony my narzekajace jak nam zle w domu z dzieckiem/cmi i jaki to ciezar. Zreszta moze to nawet bezpodstawne jest bo zapewne rodzice Mikolaja maja ani czasu ani nastroju na czytanie tego. Chcialam jednak napisac, ze widze tu pewien dysonans...
    Pozdrawiam, K. mama 4 maluchow lat 2-5

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Krakowianko :) nikt tutaj nie pisze, ze mu źle, raczej opisuje to przez co przechodzi każdy rodzic, no chyba, ze jest robotem i nie ma uczuć. Gdyby ideą tego zbiorku było duchowe wspieranie rodziców Mikołaja to miałabyś wiele racji, a tymczasem z tego co zrozumiałam miał to być zbiór opowiadań, które ktoś zechciał poczytać ot dla śmiechu lub "ku przestrodze" :).Na blogu są próbki na zachętę. Zwróć uwagę, ze "ku przestrodze" napisałam z przymrużeniem oka. Naprawdę uważasz, ze przy rodzicach Mikołaja nie należy rozmawiać o dzieciach które są zdrowe? Przecież to tacy sami ludzie jak my, Mikołaj też jest takim samym, malutkim człowieczkiem. Myślę, ze traktowanie ich jakby przez chorobę synka byli wyobcowani, to dopiero jest robienie im krzywdy.Nie ma tu kwestii wypada-nie wypada. Nie można sztucznie izolować ludzi, nawet z dobrego serca i nadmiaru empatii w środku.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się wydaje, że te wszystkie notki są sympatyczne i humorystyczne i dzięki temu bardziej atrakcyjne niż mendzenie o tym, co na każdym sztywnym forum dla mam znajdziemy. Wszędzie tylko patos i brak dystansu oraz morze politycznej poprawności. Skoro są oryginalne w swojej formie, to mam nadzieję, że przyciągną ewentualnego czytelnika, który tym samym wesprze rodziców Mikołaja. Takie jest chyba założenie i oby taki był efekt, owocny.
    Z tego, co czytałam, rodzice Mikołaja są wzruszeni i ucieszeni pomysłem - i wbrew ciężkim okolicznościom to jednak weseli, pełni optymizmu ludzie, za co wg mnie należy im się podziw i wsparcie, zamiast sprowadzanie do parteru... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jest, właśnie tak to pojmuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy rodzicach Mikołaja nie należy rozmawiać o dzieciach zdrowych? Ago, gdzie Ty się tego doszukałaś? Należy, należy naturalnie. Ale empatia nie pozwala mi osobiście epatować tu moimi utrapieniami typu ściany porysowane świecówkami bo wiem, że akurat ci ludzie mają problemy powiedzmy bardziej ostateczne. Moje wydają się śmieszne. Tyle. Widocznie to tylko moje odczucia, ktorymi chciałam się podzielić. Przepraszam, nie chciałam nikogo urazić ani wydać się patetyczna, może tak wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nie potrafie sobie wyobrazic przez co Oni przechodza, jakie mysli klebia sie w ich glowach myslac o tym co bedzie za tydzien, za miesiac, za rok. A jesli czytaja te notki to co czuja? Zastanawiam sie ile tacy jak Oni daliby za "takie" problemy."- mniej więcej tutaj, ale proszę nie odbieraj mojej wypowiedzi jak atak czy coś tam :) Poza tym wiesz jak to jest, każdy ma jakieś problemy, one są różne, ale jak je oceniać, stopniować czy porównywać? Mam tylko nadzieję, że mimo wszystko się myliłaś i nie zrobimy nikomu krzywdy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.