6 maja 2013

Do poczytania: Nadprodukcja samotnych matek

Kwiecień wielu rodzicom przyniósł rozczarowanie: suchy komunikat "Informujemy, że (...) Pani/Pana dziecko nie zakwalifikowało się do żadnej ze wskazanych w formularzu placówek" zatruł przynajmniej kilka dni. O tym gorzkim aspekcie wychowawania dzieci w Polsce pisze Asia, autorka bloga Kiddie&More, pomysłodawczyni "PhotoParent. One photo project", któremu patronujemy.

Jak daleko można się posunąć by zapewnić dziecku miejsce w żłobku czy przedszkolu?

Tak daleko jak wyraźne są braki w ilości miejsc w tych placówkach.
Tak daleko, jak umożliwiają to luki w systemie naboru.
Tak daleko jak zakorzenione są zasady kolejkowiczów rodem z PRL - liczy się tylko interes własny. Pan tu nie stał! Mi, mnie, moje, mojsze.
Tak daleko jak prowadzi nas do tego kryzys, pusty portfel, niepewność jutra.
Tak daleko jak skłania do tego brak jakiejkolwiek polityki prorodzinnej, rządowe prowizorki i katastroficzne reformy.

Na Gazeta.pl natknęłam się na wywiad nt rekrutacji do przedszkoli, w związku z którą występuje formalna "nadprodukcja samotnych matek". Jednocześnie dyskusja na ten temat pojawiła się w moim otoczeniu.

Przyznam, że temat mocno wzburzył mi krew.

Dlaczego?

Podczas starań o miejsce do przedszkola "punkty za pochodzenie" otrzymują dzieci matek samotnie je wychowujących, a także dzieci niepełnosprawne i rodziców niepełnosprawnych, dzieci z rodzin zastępczych.

Te pierwsze często pozostają dziećmi rodziców samotnych tylko formalnie.

Wiele z tego typu zgłoszeń to zgłoszenia dzieci wychowywanych w konkubinatach lub przez małżeństwa, które kłamią w dokumentacji, by otrzymać miejsce.

Podczas dni otwartych w przedszkolu usłyszałam, że od tego roku poznańskie przedszkola będą bardziej weryfikować stan faktyczny. W jaki sposób? Czy będą obdzwaniać anonimowo domy? Śledzić rodziny?Wymagać dodatkowej dokumentacji?Jakiej?

Ja jako pracująca mężatka, w miarę zdrowa i niepobierająca zasiłków, płacąca dzielnie podatki mam dość nikłe szanse by Ni dostała się do przedszkola. W formularzu podałam oczywiście prawdziwe dane.

Sam system elektronicznej rekrutacji sprzyja zaciemnieniom sytuacji.. Formularz prosi o deklaratywne stwierdzenie przez zaznaczenie check boxa czy dziecko jest samotnie wychowywane.Następnie pyta o dane teleadresowe i zakładu pracy  matki i ojca lub opiekuna prawnego.

Nie bada zatem, kto z opiekunów zamieszkuje z dzieckiem, kto się nim realnie opiekuje. Bada dane rodzica biologicznego lub potwierdzonego prawem opiekuna. Zgodnie z literą prawa samotny rodzic to rodzic rozwiedziony, w separacji, osoba stanu wolnego lub wdowiec.

Formularz nie uwzględnia skomplikowanych sytuacji takich jak np. wychowywanie dzieci ze związku nieformalnego w kolejnym nieformalnym związku. Albo na przykład wychowywanie dziecka samotnie przez rodzica, gdzie drugi rodzic pracuje za granicą i choć łoży na dziecko, jest stale nieobecny. (przykład z wywiadu). Która z tych dwu matek jest "bardziej samotna?"

Wadliwość formularza ale i rzeczywista na co dzień niełatwa prawnie sytuacja osób będących w konkubinatach czy zmagajacych się z systemem alimentów, komornikami, sądami, kuratorami itd. sprzyja zaznaczaniu rubryczek na korzyść rodziców.

Mogą sobie pewnie zadawać pytanie - skoro system nie pyta o stan prawdziwy, o prawdziwe życie, skoro formalnie spełniają warunki, skoro płacą podatki i pracują, dlaczego mają wytykać luki systemu i strzelać sobie w kolano? Dlaczego mają być lojalni i wobec kogo? Wobec takich jak ja anonimowych rodziców? Kosztem swojego dziecka i swojego portfela?

Rubryczki formularza przypominają egzamin maturalny w postaci testu  z języka polskiego.
Poprawna jest tylko jedna odpowiedź, często banalna lub idiotyczna i niezgodna ze stanem faktycznym, bo niepozostawiajaca miejsca na podanie okoliczności i interpretację.

Efektem wadliwej rekrutacji jest narastająca frustracja i bezradność rodziców, wzajemna agresja słowna i irytacja, wzajemne oskarżanie się o uprzywilejowanie i na dodatek na koniec nieprawdziwe dane statystyczne o realnej sytuacji. A przede wszystkim smutne moim zdaniem przekonanie, że zwyczajnie nie opłaca sie mówić prawdy ani oglądać na innych.

Co myślicie?

2 komentarze:

  1. Uważam, że w formularzu powinien pojawić się zapis do zaznaczenia, czy dziecko jest wychowywane przez rodziców w konkubinacie. Wtedy może mniej osób byłoby skłonnych oszukiwać. Myślę, że i tak nie wszyscy go zaznaczą, ale może chociaż połowa. Sama żyję w konkubinacie i myślę, że jeśli chodzi o miejsce w przedszkolu to mam takie same prawa jak małżeństwa, czyli jestem druga w kolejce, za samotnym rodzicem itd. Ale myślę, że nie tylko osoby żyjące w konkubinacie oszukują. Małżeństwa mogą postarać się o formalna separację, a żyć nadal razem. Możliwości jest wiele.

    OdpowiedzUsuń
  2. odnośnie walki o żlobek niestety ja wraz z moim Maleństwem też swoje musieliśmy przejść. Niestety tylko i wyłącznie z winy/braku kompetencji/złośliwości/braku brania odpowiedzialności za własne czyny "pań rekrutantek"
    Moja walka przyniosła zamierzone rezultaty, lecz czy gdyby trafiło na babkę, która kładzie uszy po sobie to 'wygrana' już byłaby z góry 'przegraną'.
    Jeżeli ktoś ma ochotę to zapraszam do lektury wpisu
    "walka o żłobek"
    pozdrawiam wszystkich Rodziców, których system z góry stawia na przegranej pozycji, tylko dlatego, że człowiek uczciwie pracuje, płaci cholernie wysokie podatki i w zamian otrzymuje tylko kopa w d...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.