4 lutego 2013

Tylko u mamy się zagoi

Ewelina, autorka bloga ewelabeztytulu.blogspot.com, przesłała nam swoje przemyślenia.

Zainspirowana lekturą książki "Macierzyństwo bez lukru 2" i wydarzeniem wczorajszego dnia spróbuje odczarować mit, że jak coś się dzieje nie tak (u nas obecnie nagminne uki-bam) to "tylko u mamy się zagoi".

Dzień jak co dzień. Tatinek wraca z pracy, obiadek, szybkie sprzątanie (odkąd jest zmywarka to sterta brudnych naczyń, ku mej ogromnej radości, w mig znika z pola widzenia) po czym, odstępstwo od normy, mama zamyka się w łazience i ma swoją chwilę dla siebie - bierze kąpiel. Do szczęścia nie potrzebne jej bąbelki, lampka wina czy coś tam jeszcze, wystarczy odrobina spokoju i samotności. Chwilo trwaj jesteś piękna... i nagle... uki-bam i płacz i krzyk, mama gotowa do startu by rzucić się na ratunek, ale zaraz..., chwileczkę, przecież jest tatinek, on też może, a nawet powinien, pocieszyć, utulić... nagła cisza, po czym okrzyki radości - "zagoiło się".

I co z  przekonaniem, że to mama i tylko ona jest lekarstwem na całe zło? Czy nie jest tak,  że dziecko bardziej mechanicznie ląduje w ramionach matki w sytuacjach analogicznych do wyżej przedstawionej? A przecież  powinno się czuć równie bezpiecznie w ramionach taty, ba nawet bardziej... niby zwykła sytuacja, ktoś powie - nic wielkiego, ale mnie osobiście dała do myślenia...

Choć zdarzają się obecnie przypadki tatusiów na tacierzyńskim, to jednak dziecko od samego początku zazwyczaj więcej obcuje z mamą. Pewnie z tym również wiąże się fakt, że tak bardzo sama jej obecność koi wszelkie smutki. Z drugiej strony odsuwanie ojców od działania w tej materii nie jest chyba najlepszym pomysłem. Według mnie już od narodzin powinni oni budować swoje relacje z maleństwem, a nie czekać na później bo teraz "jestem zmęczony" albo "ono jeszcze nie wiele rozumie, mam czas". Mogą się bowiem zdziwić i przeżyć rozczarowanie gdy dziecko za jakiś czas da im dobitnie  odczuć "fajnie, że jesteś tato, ale jak cię nie ma, to też dobrze". Pocieszającym jest, że coraz większa świadomość rodzi się w głowach przynajmniej częściowej grupy tatusiów, którzy starają się włączać aktywnie w wychowanie dzieci. Sama widziałam zaangażowanie ojców na zajęciach w szkole rodzenia w nauce opieki nad maleństwem, wzrasta tez liczba rodzinnych porodów (choć w tej kwestii uważam, że nie należy naciskać, to powinna być ich samodzielna świadoma decyzja). Oby to był dobry zalążek do budowania na tyle bliskich relacji i więzi by tato mógł czuć się potrzebny dziecku, nie tylko w sferze materialnego zaspokajania potrzeb, ale też w tych zwykłych codziennych radościach i smutkach. Wcale nie musi być tak że "tylko u mamy się zagoi", bo "mama tuli, a tata każe"; nie dajmy się stereotypom. 

1 komentarz:

  1. u mnie jest odwrotnie :D od maluśkiego to mama każe a tata tuli, po 12 latach dalej się sprawdza, chociaż jak taty brak to i mama w zasięgu nieocenionym skarbem bywa :D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.