8 listopada 2012

Czas na wszystko


Do grona autorek, współtworzących antologie oraz działających na rzecz, dołączyła Dorota Gęsiorska - dorenka, w byciu mamą niezwykle zaawansowana, bo poszóstna (pas mistrzowski)! Dziś dorenka pisze dla nas o tym, jak rozmawiać z dziećmi o śmierci. Dla wielu osób jest to temat niezwykle trudny, proponuję więc zerknąć, jak sobie z nim radzą inni.
Dorenkę witamy w naszym gronie serdecznie z nadzieją na długą i owocną znajomość. 
Zapraszamy do lektury!


Jest czas na wszystko.

Na zachwyt różowymi stópkami i pierwszymi słowami. Na wspólne przewalanki po łóżku i łaskotki. Na oglądanie zwykłych kreskówek i filmów o głębszej treści. Na przedszkole i szkołę. Na radość i na zadumę. Na smutek. Na powagę. Na ciszę.

Zaplanowaliśmy na tych kilka dni drobny remont, ale w niczym nie przeszkodziło nam to pogadać o życiu i śmierci.

Najpierw radosne Halloween – wieczór z wydrążoną dynią, świeczką, słodyczami, opowieściami o duchach i żartami.

- Co to jest Halloween tak naprawdę? – pyta Drugoklasista.

- Pożegnanie lata. Kończy się czas, kiedy jest dużo słońca i dużo jedzenia, a nadciąga okres ciemnej i trudnej zimy, kiedy nie ma tak dużo świeżych owoców i warzyw, dni robią się krótkie, zimne, ludziom i zwierzętom żyje się gorzej. Kiedyś wierzono, że w Halloween otwiera się przejście między światem żywych i umarłych i zbłąkane dusze mogą odwiedzać nasz świat. A nie wszyscy zmarli byli dobrymi ludźmi, więc, żeby nie narazić się na złe przygody z tymi niemiłymi duchami, lepiej było je wystraszyć, przebierając się za wampiry i czarownice.

Karton z ciuchami do przebieranek idzie w ruch. Padłam ze zmęczenia, nie zrobiłam fotek, ale co tam. Od rana jest inny dzień. Święto Zmarłych.

Może to jedyny dzień w roku, kiedy rozmawiamy o śmierci przede wszystkim, nie odkładając tematu na inną okazję. To nie jest temat tabu. Jednak tylko wtedy, gdy stajemy ze śmiercią twarzą w twarz lub gdy wspominamy bliskich, którzy odeszli, można o tym z dziećmi tak bezpośrednio porozmawiać.  Wtedy wiedzą, że rozmawiamy o czymś, co jest inne. Inne, jak cud narodzin. Inne, jak błogosławieństwo śmierci. Inne, jak granica, którą przekraczamy. Wszyscy.

- Serce przestało bić i pradziadek umarł – stwierdza niespełna pięcioletni Najmłodszy. – I Bacusiowi też przestało bić serce – przypomina sobie natychmiast. Pradziadka  nie mógł pamiętać, ale psa – jak najbardziej.

Tak po prostu.

Rodzimy się i umieramy. Zaczynamy uczyć się świata, poznawać ludzi, zdobywać nowe umiejętności, kochać, cieszymy się osiągnięciami – swoimi, swoich dzieci, wnuków, a potem mija nasz czas, zużywamy się, jesteśmy brzydsi, mniej sprawni, aż wreszcie odchodzimy. Pozostaje po nas pamięć żyjących. Ta pamięć, która każe nam zapalić świeczkę, pomyśleć, wspominać. Pamięć, która czyni nas tymi, którymi jesteśmy – przeżywającymi ból i tęsknotę po ostatecznym odejściu najbliższych. Pamięć, która pozwala nam zachować ich obraz, gdy byli w pełni sił, zdrowia, humoru, piękni i wspaniali. Pamięć o tym, czego się od nich nauczyliśmy.

Nie ma nic złego w tym, że jesteśmy niedoskonali.

-Mamo, ty też umrzesz?

- Tak, umrę. Ale nie teraz. Mam jeszcze tyle do zrobienia!

2 komentarze:

  1. Moja córka w tym roku straciła psa bo był chory i niedawno umarł nam kotek młody 4 miesięczny.
    Mimo rozmów, tłumaczeń, ciągle powraca do tego i płacze. I ciągle pyta czemu. Czemu mały kiciuś musiał odejść, jest mi przykro bo ona rozumie co ja mówię tylko nie chce przyjąć tego do świadomości. Ciekawa jestem jak długo to potrwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. -> Patita: Myślę, że Twoja córeczka powinna mieć szansę, żeby wypłakać swój żal, ból, a może i gniew, jeśli go czuje po śmierci zwierzątek. Wcale mnie te emocje nie dziwią. Kiedy rok temu odchodziła moja ukochana kotka, ryczałam jak bóbr przez dwa dni. A przecież jestem dorosła, a ona była chora i wiedziałam, że to nieuchronne. I wiesz co? Pozostałe zwierzęta po prostu ze mną były i dzieliły mój ból - nie odstępowały mnie przez te dwa dni na krok. To było pomocne, taka pełna współczucia obecność.
    Wydaje mi się, że dziecku trzeba towarzyszyć w takich emocjach, żeby nie czuło się samotne i opuszczone w swoim bólu. I pozwolić mu opłakać odejście przyjaciela.
    Gdyby jednak to się przeciągało niepokojąco długo, zasięgnęłabym opinii specjalisty, aby poradził, jak malutkiej pomóc.
    Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.