10 października 2012

Do poczytania: Wózkowa Zołza

Do grona autorek "Macierzyństwa bez lukru" dołączyła Agnieszka Durska, matka Godzilli zwana Wózkową Zołzą. Oddaję jej głos:

- Niewątpliwie ma pani nadpobudliwe dziecko. Proszę, pożyczę pani książkę „Mały tyran”. Tu wszystko jest wyjaśnione – skwitowała psycholożka.
- Dziękuję – bąknęłam, wyjmując z portfela 120 zł, stanowiących równowartość tego niewątpliwie odkrywczego wniosku. Za darmo domyślałam się, że nadpobudliwe, ale żeby od razu tyran… Wyszłam nieco oburzona, gotowa polemizować z autorytetem. Jednak po przeczytaniu lektury stwierdziłam - tyran. Objawy się zgadzały, co do jednego.

Wprowadziliśmy program demokratyzacji Godzilli. W końcu każdy tyran pęka pod wpływem reform. Ponieważ starsza Godzilla też zdradzała niepokojące objawy, postanowiliśmy i ją objąć programem naprawczym. Reformy systemowe wprowadzamy stopniowo. Dziękuję, na razie nie widać żadnych rezultatów. Godzille umacniają rządy i stosują terror. My w opozycji. Bez szans. Dożywocie właściwie.

Godzille pożerają świat, szargają nasze nerwy oraz wszelkie zasady. Prototyp oraz wersja ulepszona. No, nie bardzo ulepszona, bo bezglutenowa, bezmleczna i bezjajeczna. Prototyp jest TYLKO niejadkiem. Dlatego jest eksportowy. Młodszego nikt nie chce brać, a taki ładniutki.

Radosne i żywiołowe Godzille puszczone samopas bez ścisłego nadzoru, czyli spuszczone z oka na 10 sekund, potrafią przerobić każde pomieszczenie w lej po bombie. Będąc bombą. Gdy działają w pojedynkę, potrzebują tylko paru sekund więcej.
Dwie Godzille, matka, ojciec i blog. Zapraszam: godzillapozera.blogspot.com

Agnieszka specjalnie dla nas zmierzyła się z jednym ze stereotypów, mówiącym, że ludzie, którzy mają dzieci, rozmawiają tylko o dzieciach. Zapraszam do lektury:

Porozmawiajmy o Maryni

Po urodzeniu Godzilli odsetek znajomych i przyjaciół zmniejszył się nam gwałtownie. Odpadli bezdzietni i single. Pozostali ci równie dzieciaci, jak my. Jedna moja koleżanka, singielka, oznajmiła wprost, że denerwuje ją moje szczęście, więc nie może się już ze mną spotykać i patrzeć na te ich rumiane buzie. Jakby dzieci były przepustką do raju – co ona tam wie... Świat pękł na dwoje: my i oni, syty głodnego nie zrozumie. My w ich oczach obrastamy stereotypami, a oni w naszych? Nawet nie próbują przezwyciężać różnic.

W czasach przedgodzillowych spotykaliśmy się z ludźmi, by rozmawiać o sprawach ważkich i błahych, książkach, polityce, ciuchach, samochodach, pasjach. Lista tematów była niewyczerpana. Gdy pojawiły się Godzille, jest już inaczej. Bezdzietni nadal gadają o tym, co wyżej. A my? No właśnie, my też byśmy chcieli, ale tamci myślą, że już nie potrafimy. A tymczasem dzieci to jedynie punkt wyjścia, obowiązkowy wstęp, przez który trzeba przebrnąć, by nawiązać relacje i zacieśnić wspólnotę. Sposób na zadzierzgnięcie nowych znajomości, bo stare nie wytrzymały zmian.

- Cześć. Karmisz?
- No przecież nie głodzę! A jak twój poród?
- Trauma, ale warto było. A twój?
- Mój też. Jesień średniowiecza zakończona renesansem.

I proszę, oto mam nową znajomą z placu zabaw. Szybki przegląd koloru wydalanych przez dzieci substancji i już gadamy o życiu, jak inne kobiety. Niczym się nie różnimy od tych bezdzietnych. To wręcz wartość dodana na wejściu do tych naszych świeżo zadzierzgniętych relacji. Swoista wspólnota wagin po przejściu tajfunu, nieważne czy to syn czy córeczka. Wspólnota procentuje, co widać na forach – wymiana myśli zaczyna się już od pierwszej tabletki kwasu foliowego. Co miesiąc dochodzą nowe, i tak w kółko – wspólnota się poszerza, umacnia, cementuje więzi i trwa. Każda nowa jest witana przyjaźnie. I tak do czasu, gdy potomstwo pójdzie do szkoły. Wtedy relacje nieco się rozluźniają, jednak nie tak, by groziło to atomizacją grupy. A single? Wystraszeni tematem kup i wysypek nie próbują nawet wejść do tego świata. I choćbyśmy chciały nawiązać z nimi ponownie relacje, to nie ma punktu zaczepienia. Waginy singielek, niedotknięte katastrofą naturalną, nijak się mają do naszych, doświadczonych. Nie ma miejsca na powrót do wspólnych rozmów o niczym i wszystkim. Teraz możesz już tylko z matkami.

Jak już wejdziesz między wrony, musisz krakać, jak i one. Macierzyństwo naznacza. Ty, jako ty, już się nie liczysz, choćby cię skręcało od kaszek i pieluch, ten wstęp do rozmów jest obowiązkowy. Tatusiów też to dotyczy, zapewniam. Choćbyś nie wiem, jak miała dosyć tematu dzieci, to dzwoniąc do dzieciatej musisz wykazać zainteresowanie jej pociechami. Nie wypada inaczej. Jak się nie dostosujesz, stracisz i te relacje – a zostać sama z dziećmi, wyizolowana – w życiu! Będziesz potem stała pod ścianą na kinderbalu, rozczarowana, że nikt do ciebie nie podchodzi. Poza nawiasem. Więc się podporządkowujesz i brniesz przez obowiązkowy wstęp, potwierdzając stereotyp, tworząc błędne kolo. Niby nie chcesz, a jednak chcesz, bo musisz. A jak nawet chcesz o czymś innym, to inni myślą, że chcesz o tym, co zawsze. Choćbyś miała dość.

Nawet ci single, którzy czasem jeszcze dzwonią, dla porządku pytają o dzieci. Na ripostę, że mam ich powyżej uszu, oburzają się: „Jak możesz? Przecież to twoje”. I co z tego, że moje? Czy muszę wiecznie udawać, że jestem szczęśliwa i chcę rozmawiać tylko o dzieciach?
Jak którąś facet zostawia, to ona nie udaje, że nic się nie stało i nie cierpi. I ja szanuję to, że wolałaby na ten temat nie rozmawiać. A ja? Z singlami, niedzieciatymi i innymi dorosłymi, którzy nie potrzebują wstępu, chcę o czymś innym, tak od razu – czy mogą to uszanować?
Już nie mam prawa ponarzekać? Że niby te moje Godzille to przepustka do raju… tak, ale monotematycznego. Z obowiązkowym wstępem o kupach, wysypkach i etapach rozwoju. Dopiero potem wolno mi o Maryni.

Agnieszka Durska. Wózkowa Zołza. Matka Godzilli.

3 komentarze:

  1. Witaj Aga :) Dobre, mocne :) Prawdziwe:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:))) Niestety - prawdziwe.. i troche szkoda tych przyjaźni, co to kiedys miały taki potencjał.. prawdziwych przyjaciół.. poznaje sie po dzieciach;)?

    Zapraszam do czytania - pisze, pisze, piszę, radosnie zarzucam wam walle!
    a wózkowe zołzy są na FB :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak...ale ile można stworzyć nowych...niesamowitych przyjaźni...czyż nie tak, Agnieszko? Niby "poprzez" rówieśników swoich dzieci, a jednak rozwojowych nie tylko w tematach dziecięcych...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.