20 kwietnia 2012

Osiem liter, pierwsza “d”


Dziś wartościową lekturę zapewnia nam autorka bloga tylkospokojnie - polecam tę notkę oraz inne, które znajdziecie na Jej blogu.
Mimo, że zaklinałam się, że nie chcę, nie zamierzam, nie będę o tym pisać, plany biorą w łeb. Pisze się samo. To problem zbyt nachalnie pchający się do mnie. Co ja poradzę, że to widzę? Że dziewczyna z wózkiem przysnęła na chodniku, przy przejściu dla pieszych, na czerwonym świetle. Że ta kobieta pod furtką przedszkolną nerwowo wypala dwa papierosy, jeden po drugim. Że ma czerwone oczy. Że pach, pach, jeszcze dwa machy, przygniata niedopałek sandałkiem na koturnie, odgarnia włosy, naciska klamkę furtki. Że nagle używa uśmiech numer pięć. Że niczym perfumami pokrywa się tym uśmiechem dla ludzi, dla dziecka. Że stoję w łazience już pięć minut i gapię się na pająka. Że czasem w ogóle nie obchodzi mnie ta gęba z lustra, jest mi całkiem obojętna. Ale za to pająk…
Czy to już?
Depresja poporodowa zaczyna się przed porodem i trwa i trwa i trwa
Wyniki badań pokazują, że około 80% kobiet zapada na tzw. baby blues. Po około miesiącu pierwszy szok zostaje przyćmiony nawałem oksytocyny sączącej się z bezustannie ssanych piersi. Blues się kończy.
U około 10% do 20% kobiet się nie kończy. Wcale.
Rozmawiałam z panią naukowiec (nie piszę nazwiska, ale jak ktoś chce wiedzieć, niech pyta), która jako jedyna w Polsce zrobiła solidne badania na ten temat i napisała książkę. Powiedziała mi między innymi: Depresja poporodowa zaczyna się w wielu przypadkach przed porodem. Wtedy wszyscy mówią, że to hormony. Albo że matka boi się o zdrowie dziecka. Tylko, że ona potem rodzi zdrowe dziecko i wszyscy są zdumieni: czemu nie tryska radością? W jej badaniach „kluczowa okazała się relacja z bliskimi, najbardziej z partnerem”. Ba! A potem dzwoni do mnie mężczyzna, że już nie wie, co ma robić, bo jego żona przestała z domu wychodzić i zajmować się dzieckiem.
Granica wytrzymałości
O objawach nie piszę. Do złudzenia przypominają zwykłe życie. Choć te myśli takie złe, wiadomo jakie.
- Wychodziłam na balkon na piątym piętrze wywiesić śpiochy i gapiłam się w dół – powiedziała mi kiedyś moja przyjaciółka – myślałam, że fajnie byłoby już przestać być. Mocno zaciskałam spinacze na śpiochach, bardzo mocno i wracałam do mieszkania.
Co więc, jeśli dajesz radę funkcjonować? Tu cicho popłaczesz, tam zrobisz sobie placebo z melisy. Wypierdolisz do kibla obiad, który robiłaś dwie godziny i którego nikt nie chce jeść. O trzeciej w nocy wstaniesz pogapić się na śpiące dzieci. W ciągu dnia zasypiasz, bo nie spałaś w nocy. Wszyscy dookoła mają pasję. Wszyscy dookoła mają seks. Ty masz czachę ze szkła. Nie rozumiesz czemu. Bywa, że jest gorzej niż lepiej. Jeśli ta baba, która stoi za tobą w kolejce do kasy, za chwilę się nie zamknie, udusisz ją nowymi szelkami dla Młodego. W słoniki.
Wkurza cię, że nikt do ciebie nie dzwoni. Jak ktoś dzwoni, to nie odbierasz. Nie masz ochoty nic opowiadać, udawać. To zbyt męczące. Przestajesz chodzić na imprezy. To zbyt prymitywne. Nie obchodzi cię to. Nie pijesz. Nie palisz. Wolisz nie ryzykować zapaści w otchłań. Jesteś dumna ze swojej buddyjskiej postawy. Po roku chodzenia na jogę potrafisz już stanąć na głowie. Nikt ci nie wmówi dziecka w brzuchu, ani choroby w zdrowym ciele. Z którego uleciał duch. Buch.

7 komentarzy:

  1. Amen.. świetne i niestety prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. i ona nie chce sobie pojsc. cholerna D!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo prawdziwe i jak dobrze napisane..Czy jest na to jakaś rada?Chyba tylko czas, czas.. aż wszystko zacznie się w głowie układać, aż ze wszystkich słów ułoży się w głowie ciche na początku "tak" dla bycia mamą..Wierzę w to mocno, że przychodzi taki moment, ba,nawet sama go przeżywam ;-) Nie można po prostu przykładać jednej miary do wszystkich mam i, co już jest wszędzie powtarzane tak więc nie będę odkrywcza- MÓWIĆ o tym, co czujemy

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry tekst na Latte24. Czy autorka zgodzi się na jego zamieszczenie?

    OdpowiedzUsuń
  5. A co to za pani naukowiec, która przeprowadziła solidne badania na temat depresji poporodowej? I gdzie można przeczytać wyniki jej badań?

    OdpowiedzUsuń
  6. ano tak... Pierwszy miesiąc po urodzeniu dziecka, to był hardcore. Prawdziwy emocjonalny hardcore. Przychodzili znajomi i pytali, jak tam nam z dzieckiem. Mąż odpowiadał, że w zasadzie to nic się nie zmieniło, funkcjonujemy, jak wcześniej, tylko jest nas troje. A ja słuchałam i nie wierzyłam... Jak to się nic nie zmieniło? WSZYSTKO się zmieniło. Nic nie jest tak samo. Gdzie jest moje życie? Gdzie jestem ja...?

    A teraz patrzę na koleżanki w ciąży i mówię im, że może być ciężko na początku, że ten pierwszy miesiąc będzie trudny. A one nie wierzą, bo ja też w sumie nikomu nie wierzyłam... Potem dzwonię, odwiedzam, pytam i słyszę, że wszystko dobrze, że wszystko wspaniale, że dziecko takie słodkie, że tyle miłości. A w nocy czasem przychodzą smsy, że o wszystko się boję, że nie wiem, o co chodzi, że gdzie jest moje życie, gdzie jestem ja.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.