1 marca 2012

Róbmy swoje

Nad „Macierzyństwem bez lukru” przetacza się burza, której po części nie byłam świadoma.

Zaczęło się od latte24, gdzie notki Gladys i Frustratki rozpętały histerię i wstrząsnęły głęboko użytkownikami serwisu. Najpierw Gladys i „Wielka Nuda” (29 komentarzy) – jak można pisać, że macierzyństwo jest nudne?! Potem słynna „Czarna dupa” autorstwa Frustratki (86 komentarzy): od oburzenia, że jak matka tak śmie pisać o własnych dzieciach, poprzez przypuszczenie, że to jawna prowokacja [i spisek wrogich sił], aż po pełną potępienia konstatację, że zniechęcamy młode dziewczyny do rodzenia dzieci. Próbowałam polemizować, tłumaczyć, prosiłam, by nie patrzeć na antologię przez pryzmat pojedynczych notek, których w niej nie ma, zachęcałam do lektury naszego zbioru – na próżno. Panie z latte nas zaszufladkowały: straszymy macierzyństwem, zaprzeczamy mu, nudzimy, smęcimy, nie mamy wyobraźni (skoro się nudzimy z dzieckiem), a jednocześnie wyobraźnia nas ponosi (bo wpis Frustratki został zinterpretowany jako racjonalizacja zachowań: „nie jestem matką, bo spotka mnie coś takiego”) i do tego używamy wulgaryzmów. Jedna z użytkowniczek latte, DJ. Mama, która zadała sobie trud przeczytania antologii, przekonywała, że jednak takie nie jesteśmy – nic to nie dało. Na latte jesteśmy zaklasyfikowane dożywotnio, co prawda notka Małgosi nieco ociepliła atmosferę, ale obawiam się, że to kruchy pokój.

Może powinnam była trzymać się linii środka, którą przyjęłam tworząc antologię, ale z drugiej strony chciałam mocniejszego uderzenia. Chciałam pokazać jak najpełniejszy obraz współczesnego macierzyństwa, nawet mroczne zakamarki. Nie wzięłam pod uwagę, że o ile na blogspocie jesteśmy już zadomowione, osoby, które do nas trafiają na ogół znają nasze blogi i naszą inicjatywę i są mniej skłonne do wyciągania pochopnych wniosków, o tyle na latte jesteśmy nowe, nikt nas nie zna, same się wystawiamy na cel: czytają nas przypadkowe osoby, które na podstawie jednej notki wyrabiają sobie osąd o całej akcji, antologii i o każdej z nas z osobna, a przy tym z miejsca muszą nas nawrócić, doradzić, pomóc zbłąkanym owieczkom, albo wypędzić diabła obijając nas kijem.

Później była Foksal w telewizji i Foksal w radiu. Do telewizji trafiła na moje zaproszenie, założeniem programu była konfrontacja MbL i osoby, która krytykuje naszą ideę. Zaprosiłam wszystkie Panie z latte, które jadą po nas równo, jednak żadna nie wyraziła chęci, by zaprezentować swoje stanowisko i oblicze przed kamerą. Każda odmawiała bardzo grzecznie, podając różne powody, ale największe wrażenie zrobiło na mnie tłumaczenie jednej z nich, że nie byłaby„kompetentną rozmówczynią” gdyż... nie ma dzieci. Foksal była jedyną, która przyjęła zaproszenie.

Foksal w radiu to kolejny motyw. Być może nie powinnam była do tego dopuścić, ale zwyczajnie nie miałam śmiałości, w końcu to do niej zadzwonili. I wiecie co jeszcze? Siły też nie miałam. To był bardzo wyczerpujący tydzień, jeździłam do Warszawy tam i z powrotem, rozmiar akcji, którą rozkręciłam przerósł mnie trochę, a rozgłos – potwornie zmęczył. Nie jestem Supermanem i nie wińcie mnie proszę, drogie Autorki, że wyszło jak wyszło. Przesłałam Foksal antologię, żeby się zapoznała, poprosiłam o wyważone sądy i tyle. Audycja wyszła bardzo fajnie, we dwie z nieocenioną Małgosią mówiły o naszym zbiorze, o Mikołajku, a że Foksal została potraktowana jako autorka – faktycznie, głupio wyszło, bo osoby, które oglądały rozmowę w TTV i słuchały audycji w RDC poczuły się zdezorientowane, ale uznałam, że to nie jest dla mnie cios w serce, przeżyję.

I tutaj dochodzimy do tej części burzy, której nie byłam świadoma. Otóż, wierzcie lub nie, do przedwczoraj nie miałam pojęcia, że na blogu Foksal są komentarze :-) Poczytałam sobie i już wiem, czego dotyczyły luźnie zdania, które rzucały mi dziewczyny, a ja nie mogłam znaleźć, gdzie to zostało napisane... Że ja nie mam pypci na języku, to naprawdę dziwne, przecież jestem tam wymieniana w co którymś komciu ;-)

No i kolejna rzecz. Wszystkim ostatnio jest przykro: Wioli jest przykro, że za mało o Mikołajku, Idiomce i mnie jest przykro, że Wioli jest przykro, na FB też jedna dziewczyna napisała, że jej przykro apropo komentarzy na latte... A do tego jeszcze spór o metaforę: czy pod lukrem jest styropian czy keks, albo elementy licytacji, która ma gorzej i jeszcze fundamentalne pytanie: czy wolno nam narzekać, czy nie wolno.

To ja zacznę od faktów: Antologia powstała, żeby pomóc Mikołajkowi. Zebrałam teksty dziewczyn, których blogi znam i czytam, dziewczyn, które lubię i szanuję. To są bardzo różne notki: lekkie i trudne, wesołe i smutne, poważne i z przymrużeniem oka. Decyzja, który tekst znajdzie się w antologii, należała do Autorek. Wspólnym mianownikiem wszystkich notek jest miłość do dzieci i macierzyństwo przeżywane świadomie. Poza tym są bardzo różne. Nie ma sensu dyskutować, która metafora lukru jest lepsza. Każda z nas ma prawo do własnej. Dla mnie osobiście nośnikami lukru są reklamy, w których dzieci mają zawsze gładkie pupcie, a matki są zawsze piękne i uśmiechnięte. Lukrem spływają okładki gazet, z których uśmiechają się piękne niemowlęta albo celebrytki, świeżo obdarzone potomstwem. Antologia opisuje te aspekty macierzyństwa, o których nie mówi się głośno i nie publikuje na okładkach, ale dla każdej z naszych Autorek tak naprawdę oznacza coś innego: Karina opisuje gorycz, kiedy niemożliwością jest sprawiedliwie podzielić uwagę i czas między czwórkę dzieci, Karolina rozdarcie między chęcią powrotu do pracy a pragnieniem opieki nad dzieckiem, Tomaszowa pisze o niewyspaniu, Małgosia o połogu, Bajka o porannym sajgonie, Sistermoon o swojej drodze do zrozumienia istoty macierzyństwa. Można to nazwać „narzekaniem”, ale można też wsłuchać się uważnie w te głosy i usłyszeć echo siebie sprzed lat albo spróbować zrozumieć, jak to może być. Jedne notki są bardzo osobiste, inne pisane z wyraźnym dystansem i poczuciem humoru. Takie właśnie miało być „Macierzyństwo bez lukru”, różnorodne i wielowymiarowe. I takie jest, takie się podoba, takie się sprzedaje i zarabia dla Mikołajka.

Medialne zamieszanie wokół „Macierzyństwa bez lukru” to kolejna sprawa. Nie było ono moim zamiarem, ale cieszę się z niego, bo im więcej osób usłyszy, tym więcej osób kupi antologię i tym więcej pieniędzy będzie dla Mikołajka. Akcja przynosi też inne rezultaty, których zupełnie nie planowałam: daje matkom poczucie wyzwolenia, ulgę, że wszystkie obracamy się w kręgo podobnych doświadczeń, że nie ma idealnych matek, że w swoich emocjach, wątpliwościach i rozterkach nie są same. Myślę, że to naprawdę wielka rzecz tchnąć otuchę w serca wątpiących w swoje kompetencje matek, nieustannie ocenianych i krytykowanych, którym z jednej strony stawia się za wzór Matkę Boską (jedyną idealną matkę, w której istnienie wierzę), a z drugiej celebrytkę, która w dwa miesiace po urodzeniu dziecka wraca do formy i ubrań sprzed ciąży.

Antologia „Macierzyństwo bez lukru” to powszednie macierzyństwo każdej z nas – każda czytelniczka odnajdzie tu swoje dylematy, słabości i troski, każda uśmiechnie się i wzruszy przynajmniej jeden raz. Drodzy potencjalni Czytelnicy, dajcie się wzruszyć i pomóżcie Mikołajkowi :-)

A nam, zaangażowanym w projekt pomocy dla Mikusia w taki czy inny sposób, niech nie będzie przykro. Robimy coś ważnego, więc róbmy swoje. Ja na pewno będę.

Dorota Smoleń

13 komentarzy:

  1. Czuję się trochę wywołana do tablicy, jeśli chodzi o latte24. Część użytkowników trafia tu z salon24, gdzie ostre dyskusje polityczne są na porządku dziennym. Przyzwyczajeni do dzielenia świata na białe-czarne w taki sam kategoryczny sposób formułują sądy na sprawy, które nie dotyczą polityki. Przy czym nie chodzi tu o "jedynie słuszną opcję", ponieważ mniej więcej orientuję się w sympatiach politycznych komentatorek, które udzielają się i na salon24, i na latte24, i wiem, że do tzw. moherowatości im bardzo, ale to bardzo daleko. Na to nakładają się sprawy pokoleniowe. Większość pań, które krytykowały macierzyńską nudę ma już dzieci dorosłe, odchowane i w pamięci zostały im te przyjemniejsze chwile z czasów matkowania, a więc najlepiej najlepiej ich postawę obrazuje przysłowie "już zapomniał wół jak cielęciem był". Zauważcie, że jeśli opisują trudności, to dotyczą one spraw materialnych, lokalowych itp., a nie np. matczynych lęków. Tego już nie ma, one to wyparły.
    Myślę, że właśnie dobór notek na latte24 z gatunku "mocniejszych" spowodował zaszufladkowanie MBL jako pochwały antymacierzyństwa. Zresztą pod wpisem Mili Nowackiej dyskutowano na ten temat http://milanowacka.latte24.pl/3750,dzieci-swietnie-zaopiekowane .
    Może jednak trzeba więcej takich wpisów, jak Małgosi czy Kariny, aby panie z latte wyszły poza "czarną dupę", w której schowały głęboko ideę MBL

    OdpowiedzUsuń
  2. Doroto, tak jest! Róbcie swoje, Dziewczyny i niech nie będzie Wam przykro, proszę. Dzięki Wam dowiedziałam się o Mikołajku - imienniku mojego synka i dzięki Wam jeszcze nie zwariowałam myśląc, ze "to tylko ja jedna tak miewam i na pewno jestem jakąś patologią" ;-)))
    Jesteście potrzebne, odwalacie kawał dobrej roboty.
    Ściskam i zyczę powodzenia!
    A Mikołajkowi i jego Rodzicom - duzo dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  3. chociaż nie jestem związana z Mikołajkiem, jego Rodziną moje pierwsze odczucie po obejrzeniu programów w tvn było - a gdzie geneza MbL?, dlaczego sprawa pomocy choremu Chłopczykowi została w zasadzie pominięta, czy też potraktowana bardzo po macoszemu...ale koniec końców stwierdziłam, że nie ma się co czepiać, bo szum medialny - w jakimkolwiek wydaniu - i tak zapewne całej akcji służy...

    jednak gdy przejrzałam dyskusję na fb to nie mogę się pozbyć wrażenia, że niektóre Autorki chyba rzeczywiście zapomniały o co i o Kogo tu chodzi...

    teraz to nawet nie jest dyskusja o macierzyńskim lukrze, czy też jego braku, ale przede wszystkim o tym czy Foksal "ma rozdwojenie jaźni"....i jak Ona śmiała do radia pójść, wypowiadać się w imieniu MbL - jako nie-wielce-szanowna-Autorka MbL (no tak przecież nie każdy zasługuje na miano popularnej matki blogerki;)

    nie mam najmniejszego zamiaru bronić p. Joanny, nie znam jej, nie znam jej bloga...widziałam jedynie jej występ w reportażu - być może - zwłaszcza na tle Chudej - średnio udany...ale drażni mnie ten atak...bo ma inne poglądy?, bo może nie jest "zwierząciem medialnym" i nieco pogubiła się w "zeznaniach", bo może nie potrafiła jasno wyartykuować swoich przemyśleń na temat owego "lukru" (a może nie są one jednoznaczne), bo raczyła udzielić wywiadu w radiu i to jako jedna z Autorek MbL (no jak Ona śmiała, jak w ogóle można ją tam było zaprosić - no skandal po prostu!;)

    komentarze na fb w stosunku do zachowania Foksal - no cóż - chyba jednak warto pozostawić bez komentarza...ale w takiej sytuacji wcale nie dziwi, że Ciotce Mikołajka zrobiło się przykro...

    a co do "szumu" na latte24 - skoro autorki MbL potrafią - jak same zresztą twierdzą - pisać z dystansem, ironią, czasem wręcz brutalnie - to gdzie się podziewa ten luz, ten dystans, ta siła gdy ktoś ośmiela się krytykować czy pouczać?

    też uważam, że nie powinno się oceniać autora po jednym poście, zwłaszcza, że to tylko/ aż blog....każdy ma chociażby inny styl pisania...zawsze jest to swego rodzaju kreacja - obraz trochę przekłamany, albo pod-kolorowany, albo nie-do-kolorowany nieco...

    warto się zastanowić jednak czy celem MbL jest szokowanie, zachwycanie pisarską erudycją, itp. itd, czy może jednak o pokazanie wielowymiarowości macierzyństwa tu chodzi....

    muszę jeszcze dodać, że podziwiam Chudą;) jej energię, zapał...szczerość i bezinteresowność w działaniu - to widać i czuć! ;)

    kibicuję mocno...dyskusja o różnych aspektach macierzyństwa jest bardzo potrzebna, niech to będzie dyskusja ostra, nawet brutalna, byle konstruktywna, a nie jakieś takie - niepasujące tu zupełnie - personalne wycieczko-nagonki...no i co najważniejsze - niech Bohater tego Babskiego (w dużej mierze) Zamieszania na tym jak najwięcej korzysta;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze wstydem wyznaję, że mnie nie jest ani trochę przykro. Mało tego! Ja się bardzo cieszę, że wokół MbL tyle szumu - zgodnie z powiedzeniem: źle czy dobrze, byle mówili. Pisałam już o tym na fb - im więcej dyskusji, zwłaszcza tych zażartych, tym większa szansa, że ktoś kupi antologię. Czyli brzęk mamony słyszę, a o to nam przecież chodziło - o pieniądze na zaspokajanie różnych potrzeb chorego dziecka.

    Jednocześnie podzielam opinię monilii, dotyczącą mam z dużym stażem. Sama zresztą będąc matka osoby niemalże pełnoletniej, pisałam o tym zjawisku na swoim blogu. Rzeczywiście jest tak, że z dzieciństwa mojej córki pozostały mi zachwyty, a złe emocje jakoś wyblakły - pamiętam napięcia finansowe na przykład, ale to, że miałam ochotę wsadzić młodą w kapsułę i wysłać w kosmos, stało się jakby mniej aktualne.
    Gdyż teraz to dopiero mam ochotę wysłać ją w kosmos!!!

    I cieszę się bardzo - niech szumi. Brzęk bowiem znamionuje gotówkę w monetach, szum za to - w papierkach. A ja hołduję zasadzie, że pecunia non olet. Zwłaszcza powyżej miliona.

    I dlatego, Droga Isko, pozwól i nam, autorkom, nieco podgrzewać atmosferę - bronić się, pyskować, odsądzać od czci i wiary. Zwłaszcza, że to właśnie robi się nam.
    W końcu antologia nie powstała z pobudek artystycznych lub ekshibicjonistycznych.

    No, to ja nie brałam udziału w pyskowaniu po różnych serwisach. No i teraz pójdę i popyskuję.
    Do czego i Was, Drogie Czytelniczki różnych forów, serdecznie zachęcam.
    A tak na marginesie... Czy byłyście uprzejmie kupić antologię? Jeśli nie, w imieniu swoim i wszystkich współautorek, bardzo o to proszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Komentarze na Latte 24 mnie nie zaskoczyły - można się było spodziewać, że na kontrowersyjną notkę polecą gromy od osób, które nie znają konwencji Frustratki. Co mnie zaskoczyło o wiele bardziej wśród ostatnich medialnych nagłośnień MBL to sztandarowy program Uwagi. Cieszę się teraz, że nie namawiałam rodziny na oglądanie programu "o nas" autorkach MBL bo mogliby się zastanawiać dlaczego program był o... pani Dorocie Smoleń.

    Zabrakło tam Macierzyśńtwa Bez Lukru i Mikołaja. Był to reportaż o Dorocie Smoleń - fajnej blogerce, matce dwóch żywiołowych chłopaków, autorce książki, poradnika dla matek. Pani Dorota koordynowała też akcję Macierzyństwo bez Lukru, było wspomniane - tak, i nawet na komputerze w domu Chudej w tle się pojawiło, byl komentarz, ze mamy blogerki spotykacja sie i wspieraja, dwie mamy sie wypowiedzialy ale moim zdaniem to nie był reportaż o MBL, jak był zapowiadany/reklamowany. Nie wiem, czy wyniknęło to z tego, że nałożyły się u Chudej dwa projekty w Jej wydaniu, nad którymi patronat medialny objęła Uwaga - MBL oraz Jej ksiązka Mamo, Dasz Radę, może tak zmontowano materiał, żeby był bardziej medialny? Chciałam tam rodziców Mikołaja, może samego bohatera zamiast Piotrka i Michała (uroczych skadinąd!). Może po prostu za bardzo nastawiłam się, że to o MBL będzie, może przegapiłam jakąś wiadomość, że to nie o tym...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Karino, było tak jak piszesz: UWAGA miała patronat nad MbL i nad moją ksiązką, pechowo wydania zbiegły się w czasie i TVN postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym reportażu. Prosiłam, żeby to był program głównie o antologii, ale nie miałam wpływu na koncepcję całości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ty się, Chuda, nie tłumacz.
    Pewnie Ci znowu przykro.

    I ryknęła homeryckim.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzielna jesteś i tyle :):).
    A moim kompie jutro się skończy obiecana noteczka dla Ciebie, to jak będziesz miała pusty kawałek, to wrzucisz :)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jestem tu nowa :) I oglądałam reportaż. I kupiłam antologię z kilku powodów: 1. aby pomóc w słusznej sprawie Mikołajkowi i Rodzicom Mikołajka, 2. aby wesprzeć tak fajny pomysł publikacji Waszych doświadczeń, no i po 3. aby przekonać się, że nie jestem wariatką w swoim macierzyństwie :))
    A co do nieprzychylnych komentarzy... niech mówią jak najwięcej, wtedy więcej takich osób jak ja, będzie chciała mieć własne zdanie, kupi antologię, przeczyta, a tym samym wesprze Mikołajka. I o to chodzi!
    Swoją drogą blog to nie pamiętnik skrywany w szufladzie, jest po to, aby go czytać i wywoływać szereg reakcji, komentarzy, a że czasem nie są takie jak się spodziewałyście... ludzie są przeróżni to i komentarze też.
    Kiedyś moja mądra koleżanka powiedziała mi w podobnej sytuacji: "nie jestem cukierkiem, nie wszyscy muszą mnie lubić".
    A Młynarski śpiewa: róbmy swoje...
    :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki za tę inicjatywę. Pilnie potrzebną, jak widać po komentarzach na latte. Szkoda, że mimo oferowanej im wolności słowa, niektóre kobiety chcą dalej żyć jak za żelazną, pardon, lukrowaną kurtyną.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chuda, Ty mądra baba jesteś. Mimo medialnego szumu, przeinaczeń TVNowskich itd. A co do macierzyństwa: kocham swoje dzieci nad życie i życie bym za nie oddała, ale to nie zmienia faktu, że czasami marzę o 30 minutach samotności, tylko o 30 - więcej nie chcę :) A propos lukru - wszyscy wiedzą, że od nadmiaru słodkości można się pohaftować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję wszystkim twórcom MBL za pokazywanie macierzyństwa bez zafałszowań. Taka inicjatwa pomaga nie tylko zestresowanym matkom, zabieganym gdzieś pomiędzy pieluchami dziecinnymi, obowiązkami domowymi i pracą zawodową, ale również osobom takim jak ja, które zakładanie rodziny mają dopiero przed sobą. Pochodzę z małego miasta i przez wiele lat wpajano mi do głowy, iż kobieta może spełnic się jedynie poprzez fakt posiadania potomstwa (najlepiej licznego). Bardzo długo wierzylam, ufając koleżankom które dzieci już mają, że stan macierzyństwa w sposób magiczny nobilituje kobietę do lepszego statusu społecznego. Jako osoba bezdzietna, licząca sobie lat 30, mieszkająca w niewielkiej miejscowości, bezustannie odczuwam na swoich plecach ostracyzm społeczny z racji nie posiadania dzieci. W przeszłości bywało i tak, że zazdrościłam koleżankom, które w sposób ostentacyjny obnosiły się z wózkami dziecinnymi, chociaż nigdy nie wspominały o tym jak bardzo obowiązki związane z byciem matką i żoną przytłaczają je, powodują wyczerpanie fizyczne etc. Po prostu HEROSKI nie skarżące się na nic, z nieschodzącycm uśmiechem na twarzy z racji ciągłego poswięcania się dla kogoś...Myślę, że w Polsce jest wiele kobiet, które będąc obecnie matkami, przeżywają chwile, w których to z miłą chęcią wróciłyby do stanu bezdzietności.Ale nie wypada o tym mówić...Dzięki MBL obraz macierzyństwa powoli przestaje zafałszowany i przereklamowany. Z relacji tworców wynika, że macierzyństwo nie zawsze jest porównywalne do wizyty w "ogrodzie rożanym". Myslę, że inicjatywa MBL może również pomóc kobietom które z różnych względów dzieci mieć nie mogą a bardzo tęsknią za wyidealizowanym i mocno przerysowanym w naszym społeczeństwie obrazem szczęśliwej i wiecznie zadowolonej z życia matki. Tym kobietom być może latwiej będzie zrozumieć, że macierzyństwo to nie tylko i wyłącznie sielanka. Z pewnością ma swoje blaski, ale kryje też w sobie niezliczoną ilość cieni...MBL uświadamia, że silna wiara w posiadanie potomstwa jako scieżki realizacji samego siebie często może rozczarować. Pozdrawiam wszystkich twórców MBL i czytelników oraz stanowczych oponentów mojej wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.