29 marca 2012

Dekalog Mądrej Matki

Zapraszam do lektury jedenastu przykazań autorstwa Małgosi z Manufaktury Radości. Polecam pod rozwagę matkom obecnym i przyszłym.

1)      Jeszcze zanim zaczniesz, zanim zajdziesz w ciążę, urodzisz, pomyślisz o tym aby zostać mamą; porzuć marzenia o idealnym świecie różowych jak pościel maluszków, o porządku, pełnej ciszy i rodzinnej sielance. Będzie cudownie, ale będzie inaczej. Nie nastawiaj się, nie oczekuj, nie prognozuj, sama zobaczysz.

2)      Idealne matki nie istnieją: no chyba, że na posągach i w książkach. Tobie wystarczy, że będziesz dostatecznie dobra.

3)      Twoje dziecko jest specjalistą od samego siebie, ono będzie Twoim najlepszym przewodnikiem; słuchaj go i oglądaj z uwagą; ono najlepiej Cię poprowadzi.

4)      Twoim obowiązkiem wobec siebie i wobec dziecka jest o siebie zadbać. Kiedy opadniesz z sił, wyczerpiesz złoża własnej energii pozostaniecie bez niej oboje. Kto wtedy zajmie się Twoim dzieckiem?

5)      Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Maluch od Ciebie uczy się świata: skwaszona mina i pełne ciężaru spojrzenie nie kamuflują się pod żadnym fałszywym uśmiechem. Dziecko dysponuje radarem emocji, jakiego nie zna żadna technika. Dbając o swoje zadowolenie i szczęście uczysz takiej postawy również swoje dziecko.

6)      Nikt nie da rady pracować nieustannie na trzech etatach. Dyżurowanie i doglądanie dziecka przez 24h na dobę 7 dni w tygodniu to zadanie dla siłaczek, które bez wytchnienia też w końcu padają.  Proszenie o pomoc i wsparcie: na godzinę, na pół, na spacer,  na cokolwiek,  nie jest fanaberią i ułomnością – jest koniecznością, bez której nie da się normalnie żyć.

7)      Masz prawo do złego samopoczucia, frustracji, zmęczenia, tak samo jak masz prawo do radości, dumy i poczucia dobrze spełnianego obowiązku. Nie kumuluj złej energii: wydatkuj ją na bieżąco; dobrą pomnażaj, przyda Ci się w gorszych chwilach.

8)      Samotność nie służy nikomu: ani dziecku, ani Tobie. Szukaj swojej wioski; szukaj towarzystwa, spotykaj się z innymi kobietami, wychodź z domu, unikaj izolacji.

9)      Miej miękkie serce, twardą skórę i uważny umysł: nieraz usłyszysz słowa krytyki, mądre rady o zupełnie przeciwstawnych treściach i oczywistości, które dla Was wcale nie są oczywiste.  Kieruj się przede wszystkim intuicją. Ona jest najlepszym ekspertem.

10)   Macierzyństwo to wspaniała przygoda: nie traktuj go jako kolejnego wyzwania, nie jest egzaminem, który musisz zdać, ani wyścigiem, który trzeba wygrać. Niech będzie przygodą, do której prowadzą nieznane dotąd drogowskazy.

11)   Traktuj wszystko, także ten Dekalog, z przymrużeniem oka. Nic w życiu, poza śmiercią, nie zasługuje na to, aby traktować to śmiertelnie poważnie.

20 marca 2012

E-booki zarabiają dla Mikołajka

Kochani,
na konto Mikołajka trafiło 225 zł z tytułu sprzedaży e-booka "Macierzyństwo bez lukru" w Oficynie Wydawniczej RW2010.

Dziękujemy nabywcom antologii oraz właścicielowi serwisu. Przypominam, że Pan Ślużyński szlachetnie zrezygnował ze wszelkich profitów ze sprzedaży "Macierzyństwa bez lukru" - cała kwota, którą płaci kupujący, trafia na konto Mikołajka.

14 marca 2012

Do poczytania: Przydomowy Greenpeace

Zapraszamy do lektury notki DJ.Mamy. Szara codzienność z nastolatką opowiedziana tak barwnie, jak tylko DJ.Mama potrafi :-)

Wpadłam rano do pokoju Młodej, złapałam za zasłony, by wpuścić trochę słońca, a tam za szafą spasiony pająk siedzi, na pajęczynie, którą już chyba wieki temu sporządził.

- Młoda, kiedy ty ostatnio za szafą sprzątałaś? – ryknęłam w kierunku córki.

- Wczoraj, a co? – odpowiedziała spokojnie.

- To pajęczyny nie widziałaś? – ciągnę dalej

- Widziałam, ale prababcia Jadzia zawsze mawiała, że „szczęśliwy ten dom, gdzie pająki są”, to powinnaś być szczęśliwa, mamo – wymyśliła sobie wytłumaczenie Młoda.

- To ja już wolę zdecydowanie mieć czysty dom, a o szczęście sama sobie zadbam – wygłosiłam kontrmanifest i zabrałam się do usuwania pająka.

- Zostaw Eustachego! On tu siedzi od miesiąca i nikomu nie przeszkadzał, aż do momentu, gdy tu nie zajrzałaś.

- Zlituj się Młoda, sprzątasz raz na tydzień i to po łebkach, jak cię nie przypilnuję, a teraz mi mówisz, że robactwo hodujesz pod moim dachem? Ja rozumiem ślimak Stefan w akwarium, rozumiem nawet gąsienicę Magdę na balkonie, ale pająk Eustachy, to już lekka przesada, nie uważasz? Niedługo z twojego pokoju będą wychodzić: karaluch Mietek i jakaś pluskiew Klotylda, jak tak dalej się zapędzisz! Masz pięć minut na pożegnanie się z Eustachym, niech spada na korytarz, do piwnicy, zsypu, czy innego przytulnego miejsca! – wyburczałam stanowczo.

Młoda zabrała pająka i umieściła go na kwiatku za drzwiami wyjściowymi. Po jakimś czasie, gdy ścieliłam łóżko w sypialni, z szafy na bieliznę wyleciał osobnik molopodobny. A to ciekawostka, bo mole w domu widziałam ostatnio kilka lat temu i myślałam, że skutecznie się z nimi rozprawiałam. Już widziałam oczyma duszy te moje wszystkie swetry zeżarte przez szarańczę. Zagotowałam się, rzuciłam wszystko i dawaj uganiać się za latającym pożeraczem swetrów. Podskakiwałam. Klaskałam, przeleciałam nawet przez łóżko, spadłam z drugiej strony, przewróciłam kwiatek i już prawie miałam mola w garści, gdy wparowała Młoda do sypialni.

- Mamo, a co ty angaż do Rubikowego chóru dostałaś, że tak klaszczesz? – zapytała złośliwie.

- Nie – warknęłam wkurzona – Mola Ferdynanda gonię, celem ukatrupienia – dodałam.

 - Ale z ciebie kiler, nie dajesz żyć stworzeniom Bożym – narywała się ze mnie Młoda

- Ty, słuchaj, żartów sobie nie rób, Greenpace przydomowy zakładasz, czy co? A twój Eustachy wczoraj pożarł muchę Józefinę i ci nie żal? – skończ już proszę i zamknij drzwi, bo mi Ferdynand, to znaczy mol ucieknie – pogoniłam Młodą. A ta, zamiast zamknąć te drzwi z drugiej strony, to została w sypialni i mi wykład daje o łańcuchu pokarmowym. Wzięłam ją za kołnierz, wystawiłam na drugą stronę, ze słowami, że ja szkodnik jestem i niech to sobie wkalkuluje w ryzyko i zabrałam się do tępienia chronionego, domowego zwierzątka, zanim ono nie wytępi moich chronionych lawendą swetrów.

12 marca 2012

Do poczytania: Zostajesz mamą słodkiej kruszynki, a potem się zaczyna

Dziś notka z bloga moje-waterloo.blog.pl - Asia opisuje jak to jest być matką nastolatki. Polecam serdecznie.

Kiedy myślę o czasach, gdy Potomstwo było słodkim bobaskiem, przypominają mi się wyłącznie miłe chwile. Oczywiście, że byłam też niewyspana, zmęczona i przerażona. Nikt nie daje nam prostych recept na macierzyństwo. Matka rodzi się razem z dzieckiem, jak mawia pewna moja znajoma i jest to wielka życiowa prawda. Każdego dnia odkrywamy nowe, nieznane lądy. Każdego dnia uczymy się najtrudniejszej sztuki świata: jak nie zabić kogoś, kogo kocha się nad życie.

Tak sobie człowiek żyje i żyje, a czas niezauważalnie dokonuje zmian. Pewnego dnia wstajesz, człowieku, i zauważasz, że twój malusi aniołeczek wyrósł na (na pierwszy rzut oka) dorosłą osobę. Sęk w tym, że tylko na pierwszy.

I wtedy się zaczyna.

Druga wielką prawdą życiową jest powiedzenie: małe dzieci, mały kłopot; duże dzieci... No właśnie. Blog to przestrzeń publiczna, więc powiem tylko: duże dzieci... o ja cię...
Bo małe krzywdy, tęsknoty, smutki nie są oczywiście wcale małe czy nieważne. Ale duże... Duże to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia. Jak ci się dziecko (wybrać pasujące): ubabrze, rozwrzeszczy publicznie, posika, rzuci komuś piachem w oczy, wstanie o trzeciej pełne werwy do zabawy to naturalnie JEST problem. Szyty na miarę tego, kto wrzeszczy lub wstaje.
Zupełnie inaczej rzecz ma się, gdy dziecko wraca do domu zalane w pestkę albo, co gorsza, w ogóle nie wraca, nie odpowiada na twoje telefony lub odpowiada obraźliwie i nadal nie wraca.

Osoba, która nie doświadczyla takich atrakcji może naturalnie myśleć, że w porządnych domach takie rzeczy nie mają miejsca. Porozumiewasz się przecież ze swoją kruszyną, dzielisz smutki i radości, przytulasz, nosisz, leczysz i ogólnie rozumiesz. Właściwie to czujesz, że przestrzeń zrozumienia pomiędzy wami jest wypełniona po brzegi. I nie wiesz jeszcze, że już za chwileczke, już za momencik, przestaniesz być dla niej osią wszechświata i staniesz się ostatnią osobą, której chciałoby się coś wytłumaczyć lub powierzyć jakiekolwiek tajemnice. A już na pewno staniesz się kimś, czyje recepty na życie pochodzą z epoki węgla (jak dobrze pójdzie, to brunatnego, a nie kamiennego) i żaden rozsądny nastolatek nie będzie z takiego badziewia korzystał.

Stań przed lustrem, mamo, i zapytaj sama siebie: czy jesteś gotowa na krzyk i rzucanie przedmiotami lub, w wersji przeciwnej, na kompletną olewkę i całkowite milczenie? Czy jesteś gotowa na to, że twoje mądre dziecko, które dotychczas przynosiło do domu świadectwa z paskiem, nagle ze wszystkich (lub prawie wszystkich) przedmiotów będzie miło oceny niedosteteczne? Czy jesteś gotowa na bezsenne noce, które nie wynikają z żywotności twojego skarbeczka, lecz z jego - niezaakceptowanej przez ciebie - nieobecności? Czy wiesz, jak wygląda komisariat policji o pierwszej w nocy? Czy chcesz się dowiedzieć?
I wreszcie... Czy wiesz, co odpowiedzieć na oświadczenie: NO I CO MI ZROBISZ???

Mówię Wam, życie mamy uczy pokory. Wyrozumiałości. Nieoceniania.
Życie mamy uczy, jak wyciagnąć rękę do drugiego człowieka, który jest Wam zupełnie obojętny, a jedynym łącznikiem między Wami jest to, że przeżywa rzeczy, które Wy już przerobiłyście.
Życie mamy pozwala odkrywać w sobie cechy, których istnienia człowiek by się nie spodziewał. Gigantyczne pokłady cierpliwości, umiejętność zmilczenia, kiedy w środku erupcja wulkanu, umiejętność mówienia, kiedy w środku kulisz się w pozycji embrionalnej. Każdego dnia uczymy się najtrudniejszej sztuki świata: jak nie zabić kogoś, kogo kocha się nad życie.

PS Chciałam z tego miejsca podkreślić, że kocham ją nad życie.

10 marca 2012

Toksyczna szwagierka, czyli matka i tzw. społeczeństwo

Przeglądam antologię, przeglądam notki publikowane tu na blogu. Macierzyństwo bez lukru, które opisujemy, dotyczy głównie relacji matka-dziecko. A przecież nie żyjemy na pustyni, otaczają nas inni ludzie, inne kobiety. 

Z jednymi mamy wspaniałe relacje: możemy na nie liczyć, możemy się przed nimi otworzyć, są dla nas oparciem i tchną w nas wiarę, że damy radę. Ale jest mnóstwo takich, które wprost przeciwnie. Na pewno spotkałyście przynajmniej jedną: te wszystkie Ciotki Dobra Rada, te „życzliwe” panie spotykane na spacerach, te matki, babki,ciotki i sąsiadki, które uważają się za wyrocznie nawet wtedy, gdy nie mają dzieci i są przekonane, że ich świętym obowiązkiem jest pouczać, karcić i potępiać. W imię dobra dziecka naturalnie!

Dostałam do rąk list, który nosi datę 3 sierpnia 1983 r. Pożółkły papier w kratkę nagryziony przez myszy. Uznałam, że stanowi bardzo istotny głos w naszej dyskusji na temat macierzyństwa bez lukru. Jego nadawcą jest niezamężna i bezdzietna szwagierka pod czterdziestkę, adresatką trzydziestoletnia matka trójki dzieci. W czasie wakacji '83 dwoje starszych (5 i 8 lat) było w sanatorium, a najmłodsze (1 rok) z matką u jej rodziców.

Ciotka odwiedziła dzieci na kuracji, co było doskonałą okazją, by czarno na białym wyłuszczyć bratowej, jakie są obowiązki Matki i co Matka powinna. Dla mnie to doskonały przykład, czego tzw. społeczeństwo wymaga od matki:

„(...) Jeśli chodzi o nasze dzieci w sanatorium, to dużo opowiadania. Przede wszystkim bardzo tęsknią, szczególnie K. Dosłownie patrzy na nas i łzy się leją i cały czas „zabierzcie mnie”, „pojadę z wami”. Dzieci bardzo proszą w liście i przez nas, żeby Mamusia przyjechała. Dobrze jest, gdy przyjedzie tatuś, ciocia, ale nade wszystko Matka powinna odwiedzić choć raz swoje dzieci. Ty Matka powinnaś się dowiadywać o stanie zdrowia swoich dzieci, tym bardziej, że K. prawie cały czas niezbyt zdrowy. To gardło, to temperatura, kaszel dzień i noc, nie wolno mu było nawet na jadalnię schodzić, to na pole nie wychodził, a ostatnio stawiane bańki, temperatura i zastrzyki. Nikt nie zapytał się o zdrowie i leczenie dzieci, bo nie było Matki. Zawiozłaś dzieci i pojechałaś, dobrze by było, żebyś przynajmniej przyjechała po nie. Nie zaznaczyłaś skarpet i kto wie nie zginą, bo ostatnio jak byłam to G. nie miał co włożyć na nogi i pani dała mu cudze skarpety. Ty wiesz najlepiej, jakie rzeczy mieli i ile, przy wypisie może się to przydać.
Przy wypisie na pewno lekarz będzie udzielał szczegółowych informacji i wskazówek co do leczenia dalszego czy postępowania, a Ty najlepiej dzieci znasz i powinnaś być przy wypisie i sama wysłuchać. Tak samo podziękować za opiekę lekarzowi i całemu personelowi też powinnaś to uczynić jako Matka.
Dzieci cały czas czekają na Mamusię. Mam nadzieję, że zobaczą się z Tobą przy wypisie.
Sanatorium to coś w rodzaju szpitala, trzeba się Rodzicom dowiadywać o stanie zdrowia swoich dwojga dzieci, a tu jest inaczej. A może wizyta Wasza u lekarza byłaby lepsza opieką dla dzieci? Ale to już za późno.
Pozdrowienia (...)”

7 marca 2012

Recenzja "Macierzyństwa bez lukru"

Z prawdziwą przyjemnością prezentuję recenzję naszej antologii autorstwa Anny Jełłaczyc. Ania wygrała zbiór w konkursie organizowanym przez dziecisawazne.pl. Dziękujemy za recenzję. Jeśli ktoś jeszcze chciałby się podzielić wrażeniami z lektury, bardzo prosimy.

"Macierzyństwo bez lukru" to króciutka antologia, którą łyknąć można utknąwszy w dłuuugiej kolejce. Jak się przyssałam - nie odpuściłam do końca, zagarniając obowiązki pod dywan z metką "na później". Była to niezwykła włóczęga, szlakiem matczynych blogów: ich radości, uśmiechów, powodów do dumy, dylematów, smutków czy smuteczków. Literackie perełki, rozsypane po materiale, z którego utkana jest życia proza. Coś w sam raz, by dobrze zrobić zbłąkanej mamie. Takiej, która równowagę próbuje utrzymać pomiędzy wyobrażeniami o "idealnym rodzicielstwie", a codziennością, która spluwa nam w twarz nie zawsze tym, czego byśmy oczekiwali.

Wiecie, co urzekło mnie w tejże antologii tekstów? Prawda. Odarta z lukru, obskrobana z przesłodzonej powłoki, często popękana, zarysowana i przeżarta gorzkim posmakiem. Ale najprawdziwsza. Prawda, że choć nie zawsze jest słodko - kochamy swoje role i wypełniamy je całymi sobą. Mamy mają do spełnienia niebagatelną misję - i choć macierzyństwo (samo w sobie) jest czymś uniwersalnym, to już obrane drogi - wiodące ku spełnieniu - bywają diametralnie różne. Nie ma jednej słusznej, każda z nas własną przejdzie na swój sposób. I choć nieraz pokaleczymy stopy, pomylimy trakty, wpadniemy w gęstą mgłę, gąszcz frustracji, bezdenną otchłań czy pragnienie rzucenia tego wszystkiego w pieruny - maluczkie rączki, zarzucone czule na nasze szyje i niewinne, dziecięce uśmiechy okażą się najtrafniejszymi drogowskazami. Intuicyjnie czy z pełną samoświadomością - dotrzemy szczęśliwie do celu. Znajdźmy tylko swój wentyl bezpieczeństwa - bez tego ani rusz.

Dziękuję za "Macierzyństwo bez lukru". Podniosło moje morale i wytargało mnie z błędnego przekonania, że "tylko ja tak mam". Już nie spalam się w kotle wyrzutów sumienia, gdy czasem zdarzy mi się słabszy dzień: dzieci zapuszczą korzenie przed telewizorem, skonsumujemy danie w proszku czy zgubię swoje "ja" pośród całotygodniowego bałaganu. Mam prawo. I smakuje mi to prawo - chociaż jest bez lukru.

Anna Jełłaczyc

5 marca 2012

Bon Apartu poszedł pod młotek

Kochani, trwa licytacja bonu Apartu, który był załącznikiem do wyróżnienia specjalnego w konkursie Blog Roku 2011. Wylicytowana kwota zostanie przeznaczona na rehabilitację Mikołajka. Po szczegóły zapraszamy do Mikołajkowa.



Do poczytania: Co z tą ciążą?...

Dziś świetna notka Tomaszowej, polecam serdecznie. 

Wyziera z gazet, sączy się z telewizora i okładek celebryckich zwierzeń – zretuszowany wizerunek kobiety.

Zwłaszcza tej w ciąży i tej zaraz po.

Pięknej, świeżej, wypoczętej, dla której porodówka i pobyt w SPA to wyzwania o podobnym stopniu trudności.

Paranoiczny strach przed słabością, a jeszcze większy, przed przyznaniem się do niej, spycha nas na krawędź absurdu.

Gdzie w dwa dni po porodzie, dżinsy sprzed ciąży leżą jak ulał, obowiązują szpilki i maksymalnie miesiąc na powrót do pracy.

Gdzie nie ma szwów, nawału pokarmu, ani łez bezradności, i w ogóle nic nie ma, z tych rzeczy, które normalnie mogłyby Wam się kojarzyć.

Nie mówić całej prawdy to to samo, co mówić nieprawdę.

Ciąża to rewolucja.

I jako taka, miewa zwykle krwawe zakończenia. Przynajmniej w świecie normalnych kobiet.

Po ciąży następuje piękny, ale też chwilami trudny czas różnorodnych przemian, które na nowo zdefiniują to, co ostatecznie uznamy za normalność. Ten czas to połóg – równie ważny, jak ciąża etap życia kobiety.

Czas regeneracji.

I każda z nas przechodzi go w swoim tempie.



W niespełna pięć miesięcy od porodu Najmłodszego wciąż nie mieszczę się w stare dżinsy.

W niespełna pięć miesięcy od porodu, nie wyrosłam jeszcze z ciąży.

I chciałabym móc się z tym nie spieszyć.

1 marca 2012

Raport finansowy

Kochani, przedstawiam zestawienie finansowe, czyli ile "Macierzyństwo bez lukru" zarobiło dla Mikołajka. To są wpływy na konto w Fundacji.

Do tej pory sprawa wygląda tak:

31 stycznia 2011
Antologia jest w obiegu od 21 stycznia. Od tej pory nabyło ją 48 osób, które wpłaciły łącznie 2135 zł i 26 gr.

9 lutego 2011
od początku lutego antologię kupiło 23 osoby, które wpłaciły łącznie 1175 zł i 33 gr.

21 lutego 2011
od 9 do 15 lutego na konto Mikołajka wpłynęło 660 zł.

29 maja 2011
od 21 lutego do 27 maja 2011 antologię kupiło 20 osób, które wpłaciły łącznie 981,70 zł.

18 listopada 2011
po wakacjach nasz zbiorek zarobił dla Mikusia 1200 zł.

1 marca 2012
między 18 listopada 2011 a 1 marca 2012 na konto Mikusia z tytułu antologii wpłynęło 765 zł.

Łącznie 1 marca 2012 suma wpłat wynosi 6917,29. Są to wpłaty, które można bezpośrednio powiązać z antologią, do tego dochodzi jeszcze 1% podatku, o który prosimy i za który bardzo dziękujemy.

Część tej kwoty została wykorzystana przy zakupie wózka, kolejne wpłaty pokrywają bieżące wydatki: ok. 2 tys złotych miesięcznie kosztuje sama rehablitacja Mikołajka.

19 marca 2012
Na konto Mikołajka trafiło 225 zł z tytułu sprzedaży e-booka "Macierzyństwo bez lukru" w Oficynie Wydawniczej RW2010.

20 marca 2012
1000 zł za bon Apartu, który był dodatkiem do wyróżnienia dla MbL w konkursie Blog Roku 2011.

12 kwietnia 2012
Ze sprzedaży drukowanej antologii na konto Mikołajka wpłynęło 868, 68 zł.

10 lipca 2012
Na sprzedaży ebooka za pośrednictwem Groupon.pl udało się zarobić 3780 zł. Użytkownicy serwisu kupili 252 kupony, antologia kosztowała 15 zł.

5 października 2012
Z sierpniowej akcji "Pomaganie przez klikanie" na konto Mikołajka wpłynęło $172,50.

7 listopada 2012
Oficyna RW2010 przelała na konto Mikołajka 2000 zł z tytułu sprzedaży "Macierzyństwa bez lukru" - części pierwszej, drugiej oraz pakietu.

3 stycznia 2013 
Przelew z RW2010 za sprzedaż antologii - 850 zł.

5 lutego 2013
Przelew z RW2010 za sprzedaż antologii - 950 zł.

8 kwietnia 2013
Przelew z Legimi.com za sprzedaż antologii - 290.70 zł.

20 maja 2013
Przelew z RW2010 za sprzedaż antologii - 815 zł.

21 maja 2013
Przelew od właścicielki portalu SiostraAnia.pl za tekst sponsorowany - 200 zł.

23 października 2013
Z akcji "Pomaganie przez klikanie" - Domestos for Unicef 2013 - 1074,61 zł.

28 lutego 2014
Dotychczasowe wpływy od naszego wydawcy za trzeci tom antologii wyniosły 2200 zł. 

14 maja 2014
Ze sprzedaży Mbl 2 za pośrednictwem Groupon.pl (maj 2013) uzyskaliśmy 1600 zł.
Wpływy z zakupów bezpośrednio na stronie RW2010 wyniosły 430 zł.

24 czerwca 2014
Za publikację artykułu sponsorowanego firma ZAPA wpłaciła na konto w Fundacji 350 zł.

5 września 2014
Za wykorzystanie tekstów z antologii w spektaklu "Projekt: MATKA" działający w Szczecinie Teatr Kana wpłacił na konto Mikołajka 1200 zł.

9 marca 2015
Ze sprzedaży antologii za pośrednictwem RW2010 i partnerów - 1000 zł. 

30 października 2015
500 zł od właścicielki sklepu epinokio.pl.

24 listopada 2015
W firmie Geofizyka Kraków S.A. odbył się kiermasz charytatywny "Mikołajki dla Mikołajka". Udało się zebrać 2640,78 zł.

21 marca 2016
900 zł za sprzedaż antologii przekazała oficyna RW2010.

31 marca 2016
200 zł od właścicielki serwisu Bajla.pl.

15 maja 2016
200 zł od właścicielki serwisu Trenuj-24.pl.

20 czerwca 2016
1000 zł (I rata) za reklamę serwisu Trenuj-24.pl w książce "Macierzyństwo bez Photoshopa".

15 sierpnia 2016
2000 zł (II rata) za reklamę serwisu Trenuj-24.pl w książce "Macierzyństwo bez Photoshopa".

31 sierpnia 2016
"Macierzyństwo bez Photoshopa" jest w sprzedaży od 20 maja. Wszystkie wpłaty z tytułu honorariów autorskich wraz z przelewem od Czytelniczki Kasi, która wygrała egzemplarz książki w konkursie, wynoszą 1305 zł.

10 grudnia 2016
300 zł ze sprzedaży antologii za pośrednictwem RW2010.

10 stycznia 2017 
1324 zł z tytułu honorariów autorskich "Macierzyństwa bez Photoshopa"

19 stycznia 2017
200 zł od Wydawnictwa Lekarskiego PZWL za recenzję książki "Jedz dla dwojga, nie za dwoje".

Róbmy swoje

Nad „Macierzyństwem bez lukru” przetacza się burza, której po części nie byłam świadoma.

Zaczęło się od latte24, gdzie notki Gladys i Frustratki rozpętały histerię i wstrząsnęły głęboko użytkownikami serwisu. Najpierw Gladys i „Wielka Nuda” (29 komentarzy) – jak można pisać, że macierzyństwo jest nudne?! Potem słynna „Czarna dupa” autorstwa Frustratki (86 komentarzy): od oburzenia, że jak matka tak śmie pisać o własnych dzieciach, poprzez przypuszczenie, że to jawna prowokacja [i spisek wrogich sił], aż po pełną potępienia konstatację, że zniechęcamy młode dziewczyny do rodzenia dzieci. Próbowałam polemizować, tłumaczyć, prosiłam, by nie patrzeć na antologię przez pryzmat pojedynczych notek, których w niej nie ma, zachęcałam do lektury naszego zbioru – na próżno. Panie z latte nas zaszufladkowały: straszymy macierzyństwem, zaprzeczamy mu, nudzimy, smęcimy, nie mamy wyobraźni (skoro się nudzimy z dzieckiem), a jednocześnie wyobraźnia nas ponosi (bo wpis Frustratki został zinterpretowany jako racjonalizacja zachowań: „nie jestem matką, bo spotka mnie coś takiego”) i do tego używamy wulgaryzmów. Jedna z użytkowniczek latte, DJ. Mama, która zadała sobie trud przeczytania antologii, przekonywała, że jednak takie nie jesteśmy – nic to nie dało. Na latte jesteśmy zaklasyfikowane dożywotnio, co prawda notka Małgosi nieco ociepliła atmosferę, ale obawiam się, że to kruchy pokój.

Może powinnam była trzymać się linii środka, którą przyjęłam tworząc antologię, ale z drugiej strony chciałam mocniejszego uderzenia. Chciałam pokazać jak najpełniejszy obraz współczesnego macierzyństwa, nawet mroczne zakamarki. Nie wzięłam pod uwagę, że o ile na blogspocie jesteśmy już zadomowione, osoby, które do nas trafiają na ogół znają nasze blogi i naszą inicjatywę i są mniej skłonne do wyciągania pochopnych wniosków, o tyle na latte jesteśmy nowe, nikt nas nie zna, same się wystawiamy na cel: czytają nas przypadkowe osoby, które na podstawie jednej notki wyrabiają sobie osąd o całej akcji, antologii i o każdej z nas z osobna, a przy tym z miejsca muszą nas nawrócić, doradzić, pomóc zbłąkanym owieczkom, albo wypędzić diabła obijając nas kijem.

Później była Foksal w telewizji i Foksal w radiu. Do telewizji trafiła na moje zaproszenie, założeniem programu była konfrontacja MbL i osoby, która krytykuje naszą ideę. Zaprosiłam wszystkie Panie z latte, które jadą po nas równo, jednak żadna nie wyraziła chęci, by zaprezentować swoje stanowisko i oblicze przed kamerą. Każda odmawiała bardzo grzecznie, podając różne powody, ale największe wrażenie zrobiło na mnie tłumaczenie jednej z nich, że nie byłaby„kompetentną rozmówczynią” gdyż... nie ma dzieci. Foksal była jedyną, która przyjęła zaproszenie.

Foksal w radiu to kolejny motyw. Być może nie powinnam była do tego dopuścić, ale zwyczajnie nie miałam śmiałości, w końcu to do niej zadzwonili. I wiecie co jeszcze? Siły też nie miałam. To był bardzo wyczerpujący tydzień, jeździłam do Warszawy tam i z powrotem, rozmiar akcji, którą rozkręciłam przerósł mnie trochę, a rozgłos – potwornie zmęczył. Nie jestem Supermanem i nie wińcie mnie proszę, drogie Autorki, że wyszło jak wyszło. Przesłałam Foksal antologię, żeby się zapoznała, poprosiłam o wyważone sądy i tyle. Audycja wyszła bardzo fajnie, we dwie z nieocenioną Małgosią mówiły o naszym zbiorze, o Mikołajku, a że Foksal została potraktowana jako autorka – faktycznie, głupio wyszło, bo osoby, które oglądały rozmowę w TTV i słuchały audycji w RDC poczuły się zdezorientowane, ale uznałam, że to nie jest dla mnie cios w serce, przeżyję.

I tutaj dochodzimy do tej części burzy, której nie byłam świadoma. Otóż, wierzcie lub nie, do przedwczoraj nie miałam pojęcia, że na blogu Foksal są komentarze :-) Poczytałam sobie i już wiem, czego dotyczyły luźnie zdania, które rzucały mi dziewczyny, a ja nie mogłam znaleźć, gdzie to zostało napisane... Że ja nie mam pypci na języku, to naprawdę dziwne, przecież jestem tam wymieniana w co którymś komciu ;-)

No i kolejna rzecz. Wszystkim ostatnio jest przykro: Wioli jest przykro, że za mało o Mikołajku, Idiomce i mnie jest przykro, że Wioli jest przykro, na FB też jedna dziewczyna napisała, że jej przykro apropo komentarzy na latte... A do tego jeszcze spór o metaforę: czy pod lukrem jest styropian czy keks, albo elementy licytacji, która ma gorzej i jeszcze fundamentalne pytanie: czy wolno nam narzekać, czy nie wolno.

To ja zacznę od faktów: Antologia powstała, żeby pomóc Mikołajkowi. Zebrałam teksty dziewczyn, których blogi znam i czytam, dziewczyn, które lubię i szanuję. To są bardzo różne notki: lekkie i trudne, wesołe i smutne, poważne i z przymrużeniem oka. Decyzja, który tekst znajdzie się w antologii, należała do Autorek. Wspólnym mianownikiem wszystkich notek jest miłość do dzieci i macierzyństwo przeżywane świadomie. Poza tym są bardzo różne. Nie ma sensu dyskutować, która metafora lukru jest lepsza. Każda z nas ma prawo do własnej. Dla mnie osobiście nośnikami lukru są reklamy, w których dzieci mają zawsze gładkie pupcie, a matki są zawsze piękne i uśmiechnięte. Lukrem spływają okładki gazet, z których uśmiechają się piękne niemowlęta albo celebrytki, świeżo obdarzone potomstwem. Antologia opisuje te aspekty macierzyństwa, o których nie mówi się głośno i nie publikuje na okładkach, ale dla każdej z naszych Autorek tak naprawdę oznacza coś innego: Karina opisuje gorycz, kiedy niemożliwością jest sprawiedliwie podzielić uwagę i czas między czwórkę dzieci, Karolina rozdarcie między chęcią powrotu do pracy a pragnieniem opieki nad dzieckiem, Tomaszowa pisze o niewyspaniu, Małgosia o połogu, Bajka o porannym sajgonie, Sistermoon o swojej drodze do zrozumienia istoty macierzyństwa. Można to nazwać „narzekaniem”, ale można też wsłuchać się uważnie w te głosy i usłyszeć echo siebie sprzed lat albo spróbować zrozumieć, jak to może być. Jedne notki są bardzo osobiste, inne pisane z wyraźnym dystansem i poczuciem humoru. Takie właśnie miało być „Macierzyństwo bez lukru”, różnorodne i wielowymiarowe. I takie jest, takie się podoba, takie się sprzedaje i zarabia dla Mikołajka.

Medialne zamieszanie wokół „Macierzyństwa bez lukru” to kolejna sprawa. Nie było ono moim zamiarem, ale cieszę się z niego, bo im więcej osób usłyszy, tym więcej osób kupi antologię i tym więcej pieniędzy będzie dla Mikołajka. Akcja przynosi też inne rezultaty, których zupełnie nie planowałam: daje matkom poczucie wyzwolenia, ulgę, że wszystkie obracamy się w kręgo podobnych doświadczeń, że nie ma idealnych matek, że w swoich emocjach, wątpliwościach i rozterkach nie są same. Myślę, że to naprawdę wielka rzecz tchnąć otuchę w serca wątpiących w swoje kompetencje matek, nieustannie ocenianych i krytykowanych, którym z jednej strony stawia się za wzór Matkę Boską (jedyną idealną matkę, w której istnienie wierzę), a z drugiej celebrytkę, która w dwa miesiace po urodzeniu dziecka wraca do formy i ubrań sprzed ciąży.

Antologia „Macierzyństwo bez lukru” to powszednie macierzyństwo każdej z nas – każda czytelniczka odnajdzie tu swoje dylematy, słabości i troski, każda uśmiechnie się i wzruszy przynajmniej jeden raz. Drodzy potencjalni Czytelnicy, dajcie się wzruszyć i pomóżcie Mikołajkowi :-)

A nam, zaangażowanym w projekt pomocy dla Mikusia w taki czy inny sposób, niech nie będzie przykro. Robimy coś ważnego, więc róbmy swoje. Ja na pewno będę.

Dorota Smoleń